— Prawda, lecz spełniałem jeno polecenia wielkiego mistrza, sam z siebie nic nie wysnuwając — rzekł układnie marszałek.

Zaśmiano się na całe gardło. Leuchter zdawał się tego śmiechu nie słyszeć i począł:

— Mistrz Plauen położył wielkie zasługi, uratował Malbork...

— Który jest tylko zgliszczem dawnej świetności — przerwał Anton Ludwigsburg.

Inni kiwnęli głowami potakująco.

— Według mnie wszakże — ciągnął dalej Leuchter — nie trzeba było przystawać na pokój, jeno dalej walkę prowadzić.

— Czym?! Kim?! — zawołano jednogłośnie.

— Ludzie legli pod Grunwaldem i Tannenbergiem, pieniędzy w skarbie nikt ze świecą nie znajdzie! — wołano.

— Nie trzeba było walki rozpoczynać, nie wiedząc, jakie są siły przeciwnika — rzucił ktoś.

Zawrzało jak w ulu i wrzało dalej. Niezadowolenie rosło, jedność zakonna coraz więcej była podkopywana, a wszechwładza wielkiego mistrza chwiała się jak budynek, z którego fundamentów pousuwał ktoś największe kamienie.