Witold nie wchodził w układy z Krzyżakami, bo na swoją rękę politykę prowadził, obracając wciąż oczy na wschód, na Ruś. Ludność zaś Litwy i Żmudzi, nękana wciąż przez Krzyżaków, skłaniała się coraz więcej ku Polsce, widząc w niej jedyną dla siebie pomoc. Tę ostatnią skłonność postanowił Jagiełło wyzyskać i na jednej z poufnych narad rzekł:

— Trzeba Litwę z Polską w jedno państwo połączyć.

— Jest to myśl tak wielkiej doniosłości, iż możemy jeno najmiłościwszemu panu spełnienia onej życzyć! — skłonił się Jan z Tarnowa.

— A najpierwszym krokiem ku temu jest pilne rozszerzenie i ugruntowanie chrześcijaństwa na Litwie i zaprowadzenie wiary świętej na Żmudzi — ozwał się podkanclerzy państwa, arcybiskup Mikołaj Trąba.

— Rzecz to duchowieństwa — odparł monarcha.

— I niewiast — dodał podkanclerzy z uśmiechem.

Spojrzano na niego z wielkim zdziwieniem.

— Tak, niewiast — powtórzył. — Tam gdzie ksiądz dotrzeć nie zdoła, niewiasta obdarzona silną wiarą, a także delikatnością obejścia, potrafi. A ku temu potrzebuję waszego zezwolenia, miły kasztelanie — zwrócił się do Jana z Tarnowa.

Kasztelan pojrzał nań zdziwiony.

— Nie dziwujcie się — pochwycił podkanclerzy — Salomea Bobrownicka jest pod waszą opieką. Bez waszego zezwolenia żadnego ważniejszego kroku nie uczyni.