— A bez mego zezwolenia zaręczyła się z jakimś fryzlandzkim książątkiem bez znaczenia i ziemi — przerwał dość niechętnie kasztelan.

— Ale zaraz ku wam z tą wieścią wysłała, a Karol von Leuwarden po uzyskaniu rozwiązania ślubów w Rzymie osobiście wam hołd złożył — przypomniał podkanclerzy. — A nawet najmiłościwszemu panu miał szczęście być przedstawionym — dodał.

— Przypominam sobie — rzucił Jagiełło. — Ale o cóż rzecz właściwie idzie? — zapytał.

— Żeby kasztelan, jako opiekun, dał pozwolenie Salomei Bobrownickiej do przybrania sobie właściwego otoczenia i wyruszenia na Żmudź w celu szerzenia i wszczepiania wiary świętej, a tym sposobem przygotowania jeszcze więcej umysłów do połączenia się zupełnego z Polską.

— Przecież ta wasza misjonarka ma już naturalnego opiekuna w małżonku, owym książątku — uśmiechnął się Jagiełło.

— Nie, najmiłościwszy panie — ozwał się kasztelan — Karol von Leuwarden otrzymał uwolnienie od przysięgi danej Krzyżakom, z warunkiem, że przez lat trzy odbywać będzie pokutę w jednym z najsurowszych klasztorów. Wybrał sobie klasztor ojców cystersów w Jędrzejowie, a tam odbywając pokutę, uczy się jednocześnie polskiej mowy.

Król, który lubił wiedzieć o domowych sprawach swych poddanych, uśmiechnął się i rzekł:

— Wielce osobliwa historia!

A kasztelan rzekł uprzejmie do arcybiskupa:

— Skoro jego ekscelencja uważa, że mieszanie się kobiet w sprawy rozszerzania wiary świętej może być przydatne, wydam zaraz rozkazy, żeby do Bobrownik zaniesiono moje pozwolenie.