Witold szczerze był tym opowiadaniem nie tylko ubawiony, ale wprost do głębi przejęty.

— Pozwolicie, ichmoście, aby one białogłowy weszły? — zapytał.

— Ba, czemu nie! — odpowiedzieli jednogłośnie.

Niebawem z rozkazu Witolda wprowadzono owe dwie niewiasty. Miały już czas zrzucić opylone i okrwawione szaty, a w szarych płótniankach i takichże namitkach bardzo dostojnie wyglądały. Nie zasromały się też widokiem rycerzy.

— Sienicha! — zawołał Witold.

— Do usług jego książęcej mości — rzekła skłaniając się stara.

— Boga mi, toć to dziedziczka Bobrownik! — zawołał Nałęcz.

— Nie mylisz się, cny rycerzu — odparła skinąwszy głową Sala.

— Toć i mnie z waszych rąk opatrunek się dostał pod Grunwaldem — mówił podchodząc ku niej Skarbek.

— Jako przystało, jako przystało — rzekła z uśmiechem Sala.