— Ale skądże was losy tutaj jako aniołów opiekuńczych przyniosły? — zapytał Witold, przypatrując się z wielkim zajęciem Sali.
— Przyszłyśmy na Żmudź, by jak najprędzej ujrzeć zatknięty krzyż na miejscu pogańskich ołtarzy — rzekła dziedziczka Bobrownik.
— I doczekać się zbratania obu ludów — dodała Sienicha.
— No no, jakaż to siła i wytrwałość! — dziwił się Witold.
— Bo jestem Polką! — rzekła Sala, podnosząc głowę.
— A ja Żmudzinką! — dodała Sienicha.
I nie było końca zapytań.
Zaproszone do biesiadnego stołu, wcale się nie sromały. Opowiadały jeno z wielką prostotą, że lud coraz więcej nabiera zaufania do wiary świętej.
— Jeżeli tak dalej pójdzie, przy łasce bożej wkrótce cała Żmudź zostanie nawrócona — mówiła Sienicha.
— I wraz z Litwą złączona z Polską — dodała Sala.