Aż oto Jaśko z Tarnowa przywiódł przed niego księcia Karola von Leuwardena i Salę. Król spojrzał na dorodną parę z upodobaniem i rzekł:
— Tej bojowniczce należy się wiele. Jej staraniom zawdzięczamy życie wielu rycerzy, bodaj i jej gorliwości skłonność Żmudzi do świętej wiary i dzisiejsze pojednanie.
I własnoręcznie włożył na jej palec sygnet z tak wielkim i czerwonym kamieniem, iż zdawało się, że zorze blasku zazdrościć mu będą.
— Ale ty, książę Karolu von Leuwardenie, nowy nasz poddany, musisz sobie zasłużyć na szczęście, jakie cię spotyka, jako też zasłużyć się nowej ojczyźnie.
Karol schylił głowę w ukłonie, a król mówił dalej:
— Nim odprawimy gody weselne, powieziesz do państw włoskich, a szczególniej do potężnej a handlowej Wenecji, nasze zawiadomienie o wielkim spełnionym akcie, to jest o unii w Horodle między Litwą a Polską.
Zaszczyt ten może nie w smak był Leuwardenowi, ubrał jednak w uśmiech twarz swą dorodną, a przykląkłszy na jedno kolano, rzekł:
— Dołożę wszelkich sił, ażeby godnie spełnić rozkazy waszej królewskiej mości.
Król obdarzył go wielkim szczerozłotym łańcuchem ze znakiem Polski i Litwy, a zwracając się do podkanclerzego, polecił:
— Wasza miłość opatrzy naszego posła we właściwe ku temu papiery. — Potem rzekł do Witolda z uśmiechem: — Że ten poseł wkrótce powróci, jestem przekonany.