— Nein, nein, kann nicht8!
Lecz oczy coraz jaśniej mu błyszczały chęcią spełnienia tego rozkazu.
Fals wrzeszczał i nalegał, zaklinając go na wszystkie pożądane przez knechtów uciechy, dając przy tym nader wymowne znaki.
— Gdyby kto spostrzegł, powiem, żem dojrzał skradające się wiedźmy i ciebie jako najodważniejszego z odważnych wysłał dla wyłomotania im skóry! — wrzeszczał dalej czatownik.
Czy pochlebstwo podziałało na Jakuba, czy też inny jakiś powód przeważył, dość że nie oglądając się na nic, śpieszył w stronę ukrytej furtki.
— A nie połknij jagód wraz z kobiałką! — rzucił za nim Fals, oblizując się zawczasu na tyle pożądane przysmaki.
Odwrócił się też zaraz i wzrok łakomy posłał za mury.
Kobiety tymczasem, siedząc przytulone do siebie, zgarbione, w postaci lękliwej, naradzały się znać z sobą, co dalej czynić.
— A jak mi cię porwą wraz z jagodami? — mówiła stara.
— Nie bójcie się, nie bójcie! Chłopaka wzięliby, ale dziewkę...