I wzruszyła ramionami.
— Oj, Salo, Salo, nie wiesz sama, co pleciesz — rzekła stara, przygarniając dziewczynę, jakby ją chciała uchronić przed niebezpieczeństwem. — Te przeklęte Krzyżaki na wszystko łakome.
— To był jeno czatownik, nie żaden rycerz, a ten chyba na jagody się złakomi — przerwała Sala.
— To i co, jagody zabierze, da nam po karku, naszturcha i tyle! Nic nie wskóramy! — perswadowała stara.
— Toć krzyknął, żeby poczekać. Pewnikiem przyśle kogo po jagody, może nam się uda dowiedzieć, co znaczą te dzwony. A może...
Furta tak szczelnie była przywarta i tak cicho się otwierała na wgłębionych w mur zawiasach, że jeno ten mógł wiedzieć o jej istnieniu, kto był świadom wszelkich arkanów przez Krzyżaków wymyślonych. Na zewnątrz murów nikt nie dostrzegł najmniejszej szczeliny, ba, nawet kreski na murze, a i wewnątrz obce oko próżno by jej szukało.
Na widok knechta Sala krzyknęła i poczęła biec, potykając się, kulejąc i kołysząc w niezgrabnym chodzie. Dziw jeno, że miasto9 uciekać w przeciwną stronę, zbliżała się ku niemu, jakby straciwszy głowę z wielkiego lęku.
Stara podążała za nią również niezgrabnym, niedołężnym krokiem.
Jakub tymczasem z wielkim zamachem schwycił kobiałkę z jagodami, szepcąc jednocześnie:
— Udawaj, że nie chcesz oddać, ja cię będę rzekomo walił w kark i szamotał.