— A ty, babo, a ty? Przecież i ty od najrańszej młodości stanęłaś do walki z wrogą nam potęgą.

— Niech cię Bóg uchowa, żebyś miała doznać tego, co ja doznałam — westchnęła Sienicha.

— Pozwoliłaś pójść z sobą, a teraz zniechęcasz.

— Boga mi, nie zniechęcam, jeno drżę, żeby cię w swoje szpony te wilki nie dostały!

— Nie dostaną. Żywcem nie dostaną! — rzekła z mocą Sala. — Wszak wiesz, co noszę w krzyżyku — dodała.

Obie westchnęły.

— Brata odnalazłam, widywałam go przy twojej pomocy, przyniosłam mu otuchę, a choćem jeno dziewką, mogę być swoim użyteczna — mówiła dalej Sala.

— Dziewka i siedząc doma może dużo dobrego uczynić, zwłaszcza kiedy zabrakło matki, a jeno Przybora głową całego waszego mienia — rzekła stara surowo. — Zażywasz jeno biedy w moim schronisku i więdniesz jako kwiatek bez słonka — dodała.

— Cyt, cyt, babo! Nie czas na rozczulanie się nade mną, idzie głównie o to, żeby jak najprędzej zanieść do Krakowa wiadomość — mówiła namyślając się Sala.

— Za trzy dni dość będzie czasu — odrzekła stara.