Posuwanie się tak olbrzymich sił, jakimi były zastępy Jagiełły, nie było rzeczą łatwą, ile że im bliżej było środkowej Drwęcy, tym więcej trzeba było zwracać uwagę na wysłańców krzyżackich, którzy, suto przez nich opłacani, mieli donosić o każdym ruszeniu się wojsk polskich.
Ale jeżeli Krzyżacy mieli swoich donosicieli, miały ich i wojska polskie, i litewskie. A jeżeli Krzyżacy siłą pieniędzy zdobywali sobie wierne służki, wierniejszych miała Litwa i Polska. Tu bowiem nie za pieniądze podpatrywano ruchy Krzyżaków, nie za pieniądze wsłuchiwano się w każdy oddźwięk ich myśli i zamiarów, lecz z prawdziwej miłości dla tej ziemi udręczonej przez chciwych zaboru nieprzyjaciół.
Tak Polska, jak Litwa, miała całe zastępy doskonale zorganizowanych wywiadowców, a pomiędzy nimi nierzadko się trafiały mężne, z wielkim poświęceniem kobiety, jakeśmy to widzieli w Sali i Sienisze.
I teraz obie nie zaprzestały swej pracy, lecz każda inaczej.
Sala uprosiła Jana Tarnowskiego, że jej pozwolił jechać na wozach z ludźmi i rekwizytami potrzebnymi do opatrywania rannych. Dwie jej służebne nie odstąpiły swej pani, mówiąc:
— Jeżeli nasza dzieweczka może podejmować tyle trudów, czemuż byśmy i my nie miały służyć naszym wojakom?
Jechała więc Sala z całym taborem, bacząc pilnie i nasłuchując, czy z gęstwy lasów nie wychyli się jaki podjazd krzyżacki. Z pobytu swego pod Malborkiem, z tego, co słyszała od Sienichy, co jej brat szepnął kilkakrotnie, wiedziała o ich umiejętności zjawiania się tam, gdzie ich najmniej można się było spodziewać.
Co do Sienichy, ta nie zaprzestała udawać czarownicy lub obłąkanej. To jej pozwalało dosłyszeć nieraz to, czego by inaczej nie podpatrzyła i nie usłyszała. Usłyszawszy więc, że Żmudź i Litwa ciągnie od wschodu, w tamtą stronę wszystkie swoje starania skierowała. Sienicha bowiem była Żmudzinką. Dzieckiem jeszcze, podczas wspólnych niejednokrotnych napadów, dostała się aż nad Wisłę. W Bobrownikach wychowana, zżyła się z jej mieszkańcami. Najazdy krzyżackie, ich gwałty i rabunki przywodziły jej na pamięć te, które z lat najrańszych majaczyły w jej pamięci.
„Jednaka nam dola — mówiła nieraz w sobie — choć tutaj są już chrześcijany, a na Żmudzi Krzyżactwo gwoli14 chrześcijaństwa tak nas nękało”.
Teraz ozwała się w niej jakaś tęsknota do rodzinnego kraju, do ludzi, których pragnęła obaczyć i którym postanowiła służyć.