A król kazał sobie o każdej wieści donosić, a gdy było coś ważniejszego, i wywiadowcę przed siebie stawić. Aż oto gdy król zatrzymał się dnia 10 lipca z przybocznym oddziałem około Kurzętnik, nie opodal Drwęcy, przybieżał Wojtek Krzywda, nie mający jak lat piętnaście, wołając:

— Gdy nasi poili konie, Krzyżacy wyskoczyli z zarośli po drugiej stronie rzeki, odczepili ukryte łodzie i nim nasi się spostrzegli i pościągali pławiące się konie, prawie wszystkich, co do nogi wysiekli!

Stawiono go przed króla.

— Wysłać na pomoc pięćdziesięciu najsprawniejszych! — rozkazał tenże, wysłuchawszy opowiadania.

— Nie dogonią! Krzyżacy już są za rzeką — wtrącił Wojtek.

— Za rzeką? — zdziwił się król.

— Tak, zaraz wsiedli na łodzie i plusk, plusk, ani ich oko — mówił zdyszany chłopak.

— Przez straże nasze porozstawiane i nikt ich nigdzie nie widział — rzekł król niedowierzająco.

— Ba, toć tam gęstwa lasu, trudno z dala dopatrzeć! Ale tam dalej, dużo dalej, wzdłuż Drwęcy, rozesłała się moc Krzyżaków. Jak okiem sięgnąć, oni i oni!

— Po drugiej stronie rzeki? — spytał Jagiełło.