— A może królewskiego lub książęcego syna wzięto z Polski w niewolę? — rzucił Fals z tajemniczą miną.
I na tym tle poczęto snuć rozmaite domysły. Nawet Biber mówił swoim nosowym głosem:
— Nie chybi, jeno król polski dowiedziawszy się, że mistrz nasz szykuje nań nową wyprawę, przysłał jednego ze swoich, żeby zawrzeć ugodę.
— A że przeczuwają, że bez okupu najprzewielebniejszy mistrz Ulryk nie zaniecha wojny, przysłali umyślnie biednie odzianych, żeby jak najmniej powinnej daniny zapłacić... Oho, znam ja ich! — dodał z pewną niechęcią.
— I ja ich znam — ozwał się jakiś przyciszony głos spomiędzy pachołków.
Ale głos ten brzmiał butnie i wcale nie był podobny do lekceważenia.
Zawód
Tymczasem jeden z owego niepokaźnego pocztu szedł śmiało do głównej sieni zamku, nie pytając zgoła nikogo o pozwolenie.
Śmiałość, z jaką sobie poczynał, torowała mu drogę, na podsieniu dopiero zastąpił mu Frydrych von Ulmen, który, jako marszałek dworu wielkiego mistrza, miał obowiązek spotykać przybyłych gości i o ich przybyciu wielkiemu mistrzowi oznajmiać.
Niepozorna odzież wchodzącego na podsienie, jako i poczet, stojący w głębi podwórca, wywołały nie tylko zdziwienie na oblicze Frydrycha, ale wprost niezadowolenie, a nawet zgrozę, że śmiałek wchodzi samopas w uprzywilejowane podwoje. Zmarszczył więc Frydrych brwi krzaczaste i już miał wybuchnąć gniewem, gdy przybyły oddając dworny, rycerski ukłon, rzekł coś przyciszonym głosem.