— Cicho! — szepnął mu Jaśko — jeszcze nas ujrzą i wydadzą!
Szept jednak nic nie pomagał; Siewros od czasu do czasu wydawał głuche jęki, szarpał się i miotał leżąc wśród szuwaru, a ostre trawy raniły jeszcze więcej jego ciało. Jaśko dobywał reszty sił, aby towarzysza uspokoić, rwał wodne liście, brał błoto i okładał niem szarpiącego się Siewrosa. Mimo to jednak jęki doszły do uszu piorących kobiet.
— Oj, a to co?! — zawołały z przestrachem, zbliżając się razem i czyniąc znak krzyża.
— To złe przeszkadza — szepnęła najmłodsza.
— Cicho! — przerwała jej najstarsza — jeżeli złe, nie przeszkadzaj, niech jęczy.
I zamieszała nogą wodę na krzyż, splunąwszy za siebie trzy razy.
W szuwarach jęknęło znowu, a trzcina zakołysała się jeszcze bardziej.
— Oh! oh! — zawołała milcząca dotąd dziewka, a zakrywszy oczy, poczęła uciekać. Dwie drugie spojrzawszy w stronę, skąd dochodziły jęki, a ujrzawszy, że z pomiędzy trzcin wyglądała niby głowa człowiecza obłocona i oblepiona liśćmi, i jakieś dłonie, usiłujące trzcinę pochwycić, gdy coraz więcej dochodzić ich zaczęło szamotanie i jęki, uciekały za pierwszą, wołając:
— Thor! Teufel! — lub:
— Ach, Gott!