I wstrząsnął się, a twarz jego, oszpecona gniewem, jakoś wyszlachetniała, jak gdyby z gładkiej płyty marmuru zrzucił kto pokrywającą warstwę błota, lub gad, kalający go swoją posoką. Powoli stawał się spokojniejszym, lecz odbłysk szlachetności, szyderstwo i chytry podstęp zajęły, a sfałdowane czoło świadczyło o głębokiej trosce, nurtującej duszę Krzyżaka.

Zapanowało milczenie, tylko ciężki oddech dwóch ludzi słychać było w komnacie.

— Tak — przerwał nagłe Dietrich — musicie mi dopomódz, ja nie dam ginąć Zakonowi, nie pozwolę, by jakieś lackie książątko nabierało przewagi. Posłów przyjąć trzeba z całą hojnością i bogactwem Zakonu, trzeba ująć sobie legata, Włoch musi być naszym, a to co on przedstawi papieżowi, powinno nas w dobrem świetle przed nim przedstawić. Biskupów polskich, którzy cały proces Ladislausa o ziemię z nami prowadzą, trzeba również ująć, choćby datkiem, obietnicami dostojeństw...

— Niebezpieczna to droga i nią nam wojować nie można — rzekł Hochswald — mają to być tacy, jakim był ich pierwowzór biskupi w tym kraju, św. Stanislaus, który się królowi porąbać pozwolił, a nie ustąpił.

— Ha, nie datkiem, to obietnicą rozszerzenia wiary i potęgi państwa, ująć ich można. A gdy zawrzemy z nimi ugodę, wtedy łatwiej pokonać nam będzie dumnego Gedymina, który, słyszę, zamek nad Wilją buduje obronny i gród nowy zakłada.

— Tak, i to zamczysko podobno kamienne, bodaj, czy nie na wzór naszego, tak mówią przybyli z ostatniej wyprawy — podsunął Hochswald.

— Niechaj buduje, i z nim nam potrzeba przyjaźni. Kiedy my więc tutaj układać się będziemy z posłami Ladislausa z wiedzą Zygfryda; potajemnie wraz z Robertem von Wartburg i Zygfrydem von Papenheim poniesiecie Gedyminowi dary i wejdziecie z nim w przyjaźń, nakłaniając do pognębienia Ladislausa, jako czyhającego na ziemie za Bugiem. Wasza głowa w tem, żeby Gedymin zgodził się iść z nami ręka w rękę i skłonił lud swój do wyprawy na wschodnie polskie ziemie. My tymczasem wytargujemy na polskich posłach, jak najdalej w ich ziemiach granice, podpiszemy ugodę, zostawiając sobie jakiś uboczny punkt do zerwania; łatwo nam będzie, boć ani ów Bartelemo, ani przemądrzały Gerward, ani też dwaj gardłujący za sprawą Ludislausa biskupi, na prawie zgoła się nie znają.

— Rozumiem — odrzekł słuchający pilnie Hochswald. — A potem, gdy Gedymin spadnie na polskie karki, podburzyć można mazowieckiego księcia, aby dopominał się o ziemie, które Ladislaus pod swą władzę zagarnął.

— Do tego łatwo Ziemowita skłonimy, on i tak niechętnie na wyniesienie się Klein-Königa patrzy, boć te szmaty ziemi, związane w jedną koronę, zagrażają i dumnym mazowieckim książętom — prowadził dalej Dietrich myśl podsuniętą przez Hochswalda. — Zresztą, chciwe to książątko, łatwo obietnicą pomocy pozyskać, trzeba tylko rąk, któreby w pracy dopomagały, a przedewszystkiem głów, coby umiejętnie, bez wiedzy Zygfryda, lub choćby za jego wiedzą lecz z potwierdzeniem tego opaśnego wołu, wzięły do dzieła.

— Rąk i głów na wykonanie waszych rozkazów, marszałku, nie zbraknie — rzekł Hochswald. — O mojej wierności mówić nie potrzebuję, lecz jesteścież pewni, że w poselstwie na Litwę Robert von Wartburg i von Papenheim dzielnie wam dopomogą?