— I ja pragnę jedności tego ładu — odrzekł Gedymin..

— Pragniesz, to nie łącz się z nikim.

— Więc najadą wrogi ziemie nasze! bo gdy się nie połączę z Krzyżakami przeciw Władysławowi lackiemu, on połączy się z Wielkim mistrzem i z dwóch stron najadą ziemie.

— O święte bogi, czemuż opieka wasza odwróciła się od wiernego wam ludu! czemu siła dłoni naszych tak zmalała, że nie może już sama ocalić ziemi! — rzekł Tubingas, skłoniwszy głowę na piersi.

— Dłonie nasze nie zesłabły, staną one i teraz w obronie ziemi i ludu! lecz gdy żyć będziemy wiecznie sami poza lasami, nie wiedząc, co się u sąsiadów dzieje i nie przypatrując się jak oni żyją, łatwiej nas pokonują. Boć mają i broń lepszą i różne wojenne fortele, a też i rozmaite umieją rzeczy, o których lud nasz nic dotąd nie wiedział.

— I dobrze mu z tem było! — przerwał Tubingas. — Teraz sprowadziłeś rzemieślników ze stron dalekich, i oto patrz, co się dzieje, przybysze ci, a jeszcze więcej laccy niewolnicy, którycheś wolno puścił, aby przy budowie pomagali, uczą lud nasz swoich pieśni, uczą czcić ich Boga.. Ba, i ty sam słałeś do najstarszego w ich religii kapłana! — dodał po chwili — winieneś więc przeciw bogom i przeciw ludowi, pozbawiając go największego skarbu: starej ojców wiary....

— Kunigasie, bluźnisz, wywołując złe! Ty przy ognisku świętych dębów nie widzisz nic, — co się dzieje poza lasami, ja za te lasy z mieczem wychodzę, a znam mój lud! I on w bojach widzi jako jest u innych i u siebie chce mieć takież opatrzenie...

— Przekleństwo im, przekleństwo tobie! jeżeli lud swój do złego prowadzisz! — krzyknął znów Tubingas.

I jakby opadły z sił i pognębiony oporem księcia, padł na lawę, zwieszając głowę na piersi.

Gedymin zmarszczył brwi i jakby go znużyła rozmowa ze ślepcem, gromkim głosem zawołał: