— Dość tego! Księciem jestem, panem Litwy całej! sięgam ramieniem na wschód po dalekie ziemie, mam prawo rozkazywać i rządzić według mej woli! Jeślim was wezwał, to znak, że szanuję ojców zwyczaje i bez najstarszego Kunigasa-ślepca, miłego bogom, nie chcę nic stanowić, lecz groźb się nie ulęknę, nie! a bogi, co widzą czyny moje, sądzić je będą.

A mówił to Gedymin tak groźnym głosem, te aż niedźwiedzie przytuliwszy uszy, na brzuchach przypełzały do nóg pana, jakby go chciały błagać o miłosierdzie. Siewros, blady, stał oparty między dziadem i kneziem, a na jego młodzieńczej twarzy nie drgnął muskuł żaden, lecz znać, że w duszy młodego wychowańca Wilczego gniazda tajemna jakaś toczyła się walka.

I znowu była chwila milczenia, słuchać było tylko ciężki oddech dwu rozgniewanych ludzi i lekkie mruczenie przyłaszonych, nie śmiejących się ruszyć niedźwiedzi.

Gedymin wstał z miejsca, potrącając nogą o łeb wiernego Meszki.

— Na miejsce, bestye! — krzyknął gniewliwie, a Meszka ze swoimi towarzyszami jednym skokiem usunęli się z drogi panu.

— Ha! — zerwał się Tubingas — przyzwyczaiłeś się rozkazywać zwierzętom, i z ludu twego takie pokorne, płaszczące się bydlęta chcesz uczynić!

— Zrobiłem te bestye pokorne, lecz nauczyłem je tego, czego żyjąc w lasach nie umiały! nauczyłem ich życia z ludźmi! — odrzekł wielki książe, biorąc się pod boki i stając z wzniesioną głową przed ślepcem. — Nauczę tego samego i lud mój.

— Więc giń! zawieraj przymierze i pędź do zguby. Niechaj bogowie sądzą sprawy twoje! Ja, ślepiec, nie umiem patrzeć już jasno na sprawy świata tego! leci póki tchu w piersi stanie, bronić będę świętego ogniska i dębu. A gdy go ścinać przyjdą wpiję pazury jako niedźwiedź w pierś tego, co podniesie siekierę, i szarpać będę, a cielska rzucać na ogień dla przebłagania bogów. A gdy mi sił do walki nie stanie, obejmę dąb nasz stary i z nim razem skonam!

I wzniósłszy dłoń jednę ku górze, drugą wyciągnął przed siebie, idąc pewnym krokiem. Wtedy ocknął się Siewros i zbliżył chcąc ująć ramię dziada, lecz ten odsunął rękę i szybciej niżby na to wiek i brak wzroku pozwalał, opuścił wielkoksiążęcą komnatę.

Siewros, odtrącony, nie śmiał się ruszyć: wyniosły postawą, stanął jako stap graniczny między dawnemi pojęciami dziada, a dążącym do cywilizacyi księciem.