Gedymin zwrócił wę nagle ku niemu.

— Tyś długo u Krzyżaków zostawał?

Ocknął się młodziec i zwrócił niewielkie, lecz przebiegłe swe oczy na twarz księcia.

— Jak długo, nie umiem Waszej książęcej wysokości powiedzieć, lecz małem musiałem być chłopięciem, a skorom podrósł i stałem się szparkim, choćby do miecza gotowym, uciekłem z ich Wilczego Gniazda, boć tak swoją szkołę nazywają.

— A w tej szkole czego was uczono?

— Zapomnieć mowy i wiary ojców.

— A czyś je zapomniał?

Siewros się wstrząsnął.

— Widzicie, miłościwy książę, że choć mnie wzięli gdy jeszcze dobrze imienia ojców wymawiać nie umiałem, mowa ta była we krwi i w piersiach moich, dźwięczała mi w uszach jako szum lasów, a gdym poczuł dym chaty ojczystej, wprędce i mowa mi się znalazła.

— A czy tam oprócz tego, co z tobą przybył, i więcej lackich pacholąt?