Siewros stał z podanym kubkiem w ręku i wciąż patrzył na nią ciekawie, aż wreszcie Bogna, podniosłszy na niego spuszczone dotąd oczy, szepnęła:

— Pijcie, to nasz napój, lacki, książę wam podać kazał.

Siewros machinalnie poniósł napój do ust i wychylił go duszkiem, a oddając kubek Bognie wpatrzył się w nią znowu.

I tak samo jak książę, bezwiednym prawie ruchem pogładził się po piersiach bo napój i jemu najwidoczniej przypadł do smaku.

— No, cóż, ten lacki napój? — zapytał Gedymin, patrząc na rozjaśnioną twarz chłopca z zadowoleniem.

— Jeszczem nigdy nic takiego nie pił, coby odrazu i ochłodziło i jakąś myśl wesołą przyniosło! — rzekł w odpowiedzi Siewros.

— Lacki napój smakuje młodemu litwinowi! — zaśmiał się książę. — Idź, opowiedz, że lachy dobry mają napój, a książęca córa nauczyła się tego napoju przyprawiać — rzekł wesoło książę i zabrał się do porannego posiłku.

A Siewros odchodząc mówił do siebie:

— Napój lacki godny, jak nie znałem dotąd napoju, lecz i dziewka, co mi go podała, piękna jakby królewna. Ona laszka, lecz jam ją już spotkał. Oj, spotkał; nie pierwszy to raz obaczyłem ją chyba.

I mówiąc tak, w myśli szukał, czemu twarz Bogny tak mu wydaje się znaną.