To mówiąc, wzięła kubek z rąk stojącej obok niej Bogny, a ta weń nalała ciemno-żółtawego płynu. Gedymin przyjął podany napój, znów jakiś uśmiech przeszedł po jego obrosłej twarzy, a wylawszy część napoju przez ramię w płonący ogień, odwrócił się ku ognisku i spojrzał ciekawie.

— Napój to musi być dobry, bo ognia nie zalewa, ni go też zbytnio nie syci.

I przytknąwszy do ust, wypróżnił podany kubek.

— Aa! — rzeki, oddając kubek — napój miły, w piersiach po nim błogo.

I pogładził pierś włochatą na poły obnażoną, gdy stojąca obok córa z ciekawością na niego patrzyła.

— Napój lacki — szepnął do siebie Gedymin — chłodzi i orzeźwia... I tego mowa, wszystko się dziwnie składa... takich rad, zsyłanych od bogów, odrzucać nie trzeba — mruczał do siebie książę, jak to było w jego zwyczaju, gdy myśl ciężka głowę mu obsiadła.

Naraz zwrócił się do córki.

— Tego lackiego napoju daj i jemu.

To mówiąc, wskazał na stojącego w głębi Siewrosa i przypatrującego się ciekawie książęcej córze i jej dziewkom służebnym.

Na znak Aldony, Bogna przysunęła się do Siewrosa i podała mu nalany kubek. Chłopiec wziął kubek, lecz nim go poniósł do ust, wpatrzył się w młodziutką twarz dziewczęcia, które ze spuszczonym wzrokiem przed nim stanęło. Na ciemne jej włosy padł promień wiosennego słonka przez otwarte z zapory okno i dziwnym blaskiem ozłocił pogodne, choć smutne czoło Bogny.