— Grażusa! Grażusa! — wołał na cały głos Jaśko, a snać głos ten doszedł poza wrota, bo dziewczynka obejrzała się z taką siłą, że dwie kapłanki, prowadzące ją pod ramiona, musiały stanąć na chwilę. Potem, unosząc ją prawie gwałtem, zniknęły wśród bocznych skrzydeł gontyny.

Tubingas spełniwszy swe dzieło, szedł z wyciągniętą naprzód dłonią; i on usłyszał okrzyk Jaśka, odwrócił się w stronę, skąd go okrzyk doszedł, a potem, szepcąc jakieś wyrazy, biegł z młodzieńczą żywością, aż zniknął wreszcie tom, kędy Ponary wznoszą swoje szczyty.

Aldona i Bogna, wstrzymane w swej pobożnej pielgrzymce, patrzyły wylęknione na odbywającą się scenę, a gdy krzyk Jaśka ich doleciał, odwróciły się ku niemu. Bogna, ujrzawszy tego samego młodzieńca, któremu wczoraj lacki podawała napój, żywym pokraśniała rumieńcem.

Siewros spojrzał na nią, potem wzrok przeniósł na stojącego w niemej rozpaczy Jaśka i szepnął:

— To czary, Jaśko i ta dziewa, to jedno lice, tylko ona gładsza i piękniejsza. Oh! i jak piękniejsza!

— Czy ona wasza, ta, co ją dali Perknnowi? — zagadnęła Aldona, zbliżając się do Siewrosa.

— To moja siostra! — rzekł smutno Siewros.

— I jego? — wskazała na obok stojącego w bezsilnej rozpaczy Jaśka.

— Nie, ale on ją miłował — rzekł Siewros.

— Miłował, a Perkunowi ją oddali! — powtórzyła smutnie Aldona.