— Oj, to Wilcze Gniazdo Krzyżackie miało siać niezgodę między lackim i naszym ludem, a wychowało dzielnych mołojców, co braterstwo przynaszają!

— A twój towarzysz z Wilczego Gniazda — dodał Gedymin — idzie w orszaku naszej córy, ciągną go tam ciemne oczy Bogny, co swoim lackim napojem wszystkich oczarowała. Idź tam do nich, swojaków o baczysz.

Jaśko, posłuszny rozkazowi, pociągnął w stronę, gdzie białogłowy mieszkały.

Tam właśnie Małgorzata z Zabierzowa ugaszczała Siewrosa, jako przyszłego zięcia, gdy Jaśko wszedł nieśmiało i stanął nieopodal Bogny, twarz jego — wydelikatniona długą chorobą, jeszcze więcej uwydatniała podobieństwo z narzeczoną Siewrosa.

Małgorzata, spojrzawszy na niego, wyciągnęła ku niemu dłonie, a nie wiedząc, co się z nią dzieje, wzywała na pomoc Jezusa ukrzyżowanego i świętych Pańskich, myśląc, że to chyba jakie czary ją oplątały.

Po niejakiem jednak wyjaśnieniu i opowieści o Wilczem Gnieździe, pani z Zabierzowa poznała w Jaśku syna, przed dwunastu laty przez Krzyżaków uprowadzonego.

I znowu więc radość i łzy, jak przy powitaniu z Bogną.

Lecz i to Jaśka do powrotu skłonić nie mogło. Zresztą zostawał on przy księciu, nie łatwo więc było nim rozporządzać.

Widząc niepodobieństwo uprowadzenia go z sobą, matka skłoniła głowę mówiąc:

— Ha, Wielki książę daje nam córę, odsyła tylu jeńców, słuszna więc, żeby w Litwie został jeden, a z nami poszedł drugi wychowaniec Wilczego Gniazda.