— Jak mnie Bóg miły, panie Janie, że wczoraj miałem wieczór taki, żebym był i o generalskim rozkazie zapomniał, a nie dopiero o takiej drobnej przyjacielskiej posłudze.

— To bardzo smutno — rzecze zamyślony Konopka.

— A cóż tam znowu w tym tak bardzo smutnego? Jedno wiesz sam, że ja tu w Źwierniku nie posiadam jeszcze u żadnej osoby takiego zaufania, żebym mógł liczyć na pewno, że się co dowiem, a po wtóre znów ja ci powiem, że od wczoraj do dzisiaj jeszcze żadna klamka nie zaskoczyła, a com mógł uczynić wczoraj, to potrafię i dzisiaj.

— Jeżeliś łaskaw, to cię bardzo proszę, bo może mi to dziś potrzebniejsze niżeli wczoraj.

— Dlaczegóż to, panie bracie?

— Bom już gotów był twojej rady posłuchać, a teraz znowu się pokrzyżowało.

— Jakże to? Nic nie rozumiem.

— Owoż tak. Kiedym wszedł wczoraj wieczór na salę i spojrzał na Zuzię, że tak była wesoła i uśmiechająca się prawie jak nigdy, straszny mnie smutek ogarnął. Myślałem sobie: otóż to jest świat dzisiejszy, otóż to ludzie! Wiele to pomiędzy tymi czterema ścianami kłamstwa, wiele obłudy, wiele fałszywych komplimentów, wiele zmyślonych uśmiechów, zgoła jakaż to maskarada! Bobym był zaraz krzyż położył na to, że się tam Zuzi serce na kawałki krajało, a przecie się śmiała!

— Panie bracie! Świadczę się Panem Bogiem, że mi o tejże samej porze oko w oko te same myśli przychodziły do głowy.

— No, to tym bardziej! Otóż mówiłem sobie tak: dlaczegóż ty się śmiejesz? Albo ci jest cale obojętny i sercu twojemu obcy, wtedy bądź mi zdrowa! Odkochałaś się ty, odkocham i ja się. Albo się śmiejesz dlatego, abyś się pastwiła nade mną i mściła się w sposób tak nieludzki za bagatelę, za głupstwo, za to, żem nie chciał przegrać procesu i kawałka fortuny mojej poświęcić dlatego, abym ci niebacznie danego i niezastrzeżonego dotrzymał parolu i pojęczał jakie pół chwili przy twoich nogach, a wtedy, toś ty żona dla samego szatana, ale nie dla mnie. Takie dilemma244 postawiwszy, powiedziałem sobie: bądźże zdrowa! Miałbym siebie za cztery litery, jeżelibym słowo do ciebie przemówił. Ale że mi się srodze serce zakrwawiło od żalu i potrzeba mu było dać jakiegoś lekarstwa, aby z bólu nie pękło, więc poszedłem do onej izby, w której pito...