— Także dobrze pamiętam — odpowiedziała Zosia.

— Więc pani nie zapomniałaś o tym, cośmy wczoraj ze sobą mówili?

Żywy rumieniec wystąpił na liliową twarz Zosi, zmięszała się troszkę, ale odpowiedziała:

— Takeśmy wiele ze sobą mówili, że nie ręczę za to, czym już czego nie zapomniała.

— O wszystko tu nie chodzi, bo to nie ewangelia, co ja mówiłem, ale co pani mówiła, to dla mnie prawie więcej jak ewangelia.

Na to jeszcze żywszy rumieniec na twarz Zosi wystąpił, zaczęła skubać koniec chusteczki, główkę opuściła i tylko szepcącym i prawie łkającym głosem odpowiedziała:

— Ja nic nie mówiła.

Ta odpowiedź mocno mnie pochwyciła za serce, prawie sam byłbym zapłakał, alem się otrząsł i rzekłem:

— Czasem milczenie więcej waży niż słowa, ale przecieś pani słów kilka powiedziała.

— Com powiedziała, to pamiętam — znowu cichutkim głosem odpowiedziała Zosia. Ja też na to powtórzyłem jej własne słowa, mówiąc: