Milczałem, bom czuł, że mi prawdę mówił ten rycerz; a on znowu:

— Milczysz? Ciężko ci? Czemuż sobie na to nie radzisz?

— Jakżeż ja mam sobie radzić — szepnąłem z cicha — kiedy nie umiem.

— To broić umiesz, a radzić sobie nie umiesz? Sprzedaj Rabe.

— Sprzedać? A któż to kupi?

— Prawda, że niewielu takich głupich, jak ty, ale ja ci dam radę. Jeszcześ się nie stał niegodnym tej łaski, którą Bóg miał zawsze dla twego rodu. Wierz, jak oni wierzyli, a kupiec będzie na święty Marcin58.

Po czym zwrócił konia i jeszcze dodał:

— Z Mazurami bądź ostrożny, bo to nieszczęśliwa ziemia dla Sanoczanów. Bądź zdrów i kłaniaj się panu Urbańskiemu ode mnie, a powiedz mu, niech już sobie raz da pokój z tym polowaniem, bo i niedźwiedzi nie wygubi, i do kufla się przyzwyczai, i w Komborni go tak rozkradną, że jeno puste ściany zostaną. A szkoda by ich, dobry ród.

Klęczałem tak jeszcze przez jedno Ave Maria i czekałem, czy jeszcze mi czego nie powie; ale naraz straszny chłód mnie obwiał dokoła, rzuciłem się mocno i przebudziłem się. Słońce już się było schowało, wieczór był chłodny, jak zwykle w górach, a zwłaszcza w jesieni; robotnicy szli już dołem do domu, a nade mną stał podstarości, prosząc, abym szedł już, bo noc. Wstałem, obejrzałem się i rzuciłem się w tył całym krokiem — pod ową lasówką bowiem stał z brewiarzem ów mnich, franciszkan, który mnie opanował tak w Krośnie, a któremu imię było Murdelio. Pokłoniłem mu się, on nic — podstarości się dziwnie wypatrzył na mnie, a tymczasem mnich ruszył naprzód, ja za nim, podstarości za mną i tak szliśmy aż do samego dworu.

Co się dalej stało, tego już nie wiem — to tylko pamiętam, że po owym mnichu we dworze nie było ani śladu i nikt go z żyjących nie widział — śnieg upadł tej nocy — mnie zaś, widzącego ustawicznie jakieś marzydła, sroga gorączka powaliła na łoże.