— Jużci tę scenę, kiedyś stolnikowej mękami groził, kiedyś o panu Wicie mówił, że łotr, kiedy dzwonek upadł ze stołu, kiedy krzesło się wywróciło...
— Ja nic o tym nie wiem — odpowiedział najspokojniej Murdelio — mnie tam nie było.
— Ale cóż ty mnie gadasz! Poznałem twój głos, poznałem głos stolnikowej, przecie stałem w drugim pokoju pod drzwiami.
— Ale co tobie jest, Nieczujo! Jak Pana Boga żywego kocham, że mnie przy żadnej takiej scenie nie było — mówił kusiciel, składając się jak wąż, który Ewie podawał jabłko w raju — gdzieżbym ja stolnikową straszył jakimi mękami! Być może, że przy jakiej dłuższej z nią rozmowie wybuchnąłem trochę goręcej, żem rozpaczał, zaklinał, groził, że siebie zamęczę, że się zabiję; to wszystko być może, bo człowiek nie jest z lodu, a i najcierpliwszy na koniec cierpliwość utraci, ale żebym jej czymkolwiek groził, to nigdy być nie może. Byłeś rozespany, przesłyszało ci się i koniec. — Ja też na to statecznie:
— Ale już ty mnie nigdy w tym nie przekonasz, żeby mnie się co przesłyszało. Ja mam uszy i oczy na swoim miejscu, a edukowałem je w polu, na wojnie, gdzie każde niedosłyszenie grozi śmiercią, a przesłyszenie wiecznym wstydem u całej chorągwi, a czasami i gardłem. No, ale prowadźże twoją sprawę dalej, urwałeś w samym środku. Chcesz wykradać stolnikową, wyspowiadałeś się przede mną jakby przed księdzem, obiecujesz mi wyrobić możność ożenienia się z Zofią, powiadasz, że nawzajem czegoś zażądasz ode mnie? Czegóż ty żądasz ode mnie?
Powiadają, że diabła nikt w sprycie nie przejdzie; i prawda to, i nieprawda. Nieprawda, bo już wiele rzeczy mu się nie udało na świecie, a od niejednej duszy nie tylko że haniebnie odsądzony został jak kot od mleka, ale nieraz jeszcze i z bizunami na plecach powędrował nazad do piekła; prawda zaś, bo zaledwie mnie Pan Bóg natchnął dobrą myślą i uczciwą fantazją, już Murdelio zaraz to poznał i zręcznego dał kominka. Więc kiedy ja go pytam na serio a prosto w oczy, czego on żąda ode mnie, on mnie dalejże wyplatać androny, jako Zosia jest piękna, jak stateczna, jako ja z nią będę szczęśliwy i tak dalej. Ale ja nic; nie tędy, którędy ty chcesz, jeno którędy ja chcę. Rzeknę tedy:
— Ej! Wiem ja to wszystko lepiej od ciebie; ale gadaj no, czego ty żądasz ode mnie?
On nic. Umilkł, jakby go kto zaklął w drzewo lub w kamień. Tedy ja po nim:
— A toż ty tu po to przyszedłeś, łotrze jeden, abyś w tę kałużę, w którąś sam wlazł, i mnie za sobą pociągnął? To mnie do wspólnictwa w łajdactwach twoich chcesz namówić? To nabroiwszy sam po szyję i naładowawszy na siebie zbrodni aż po sam kołnierz, mną się chcesz dzisiaj przed światem zastawić? To tumaniąc mnie Zosią i pomocą twoją, chcesz, abym dał koni moich i ludzi, i sam abym poszedł i pomógł tobie do umęczenia niewinnej i tak już nieszczęśliwej kobiety? Za kogo ty mnie masz, łotrze jeden, za kogo mnie masz, gadaj zaraz!
— Co to jest! — krzyknął na to, prędko powstając z krzesła Murdelio. — Waćpan się zapominasz, mospanie Nieczujo! Ja waćpana miałem za uczciwego człowieka i spuściłem366 się przed nim z tajemnic, o których, jak mnie Bóg miły...