— A tą drogą jest?
— Wykraść stolnikową i zabrać do siebie.
Jam osłupiał, Murdelio ciągnął dalej:
— Wykraść, czyli zabrać gwałtem, to jedno. I niech ci się nie zdaje, że to będzie coś złego lub zgoła zbrodnia nowa; ja wiem pewnie, że ona tylko czeka na to i pragnie, abym to zrobił. Dobrowolnie pójść za mnie nie może, nie dlatego, że jej powiedziałem, żem diabeł, bo u kobiety miłość jest wszystkim, nie tak jak u nas zabawką tylko lub krotochwilą! Ja to wiem dobrze. Więc nie dla diabelstwa mojego dobrowolnie nie pójdzie za mnie, ale dlatego, że ojca swojego kocha, a on by umarł raczej, niżby miał córkę oddać mi za żonę. Ty nie masz wyobrażenia, jak ona do tego starca jest przywiązaną! Ale kiedy ją gwałtem zabiorę i kilka tygodni tylko potrzymam na moim zamku, to obaczysz, że wszystko dobrze będzie. Jej ani na myśl nie przyjdzie opierać się woli mojej, a ojciec... ojciec udobrucha się prędko. I będziemy bardzo szczęśliwi! Fortuna jest w doskonałym porządku, zamek wyrestaurowany i urządzony po pańsku, ba! po królewsku; dostatek we wszystko jakby w raju, ja ją otoczę sług tysiącami, złotem obiję jeszcze jej komnaty, wschodnimi kobiercami; powyściełam posadzki, z Gdańska posprowadzam karety, starcowi dam magnackie wygody i dzień, i noc czuwać będę nad tym, aby mu każdą chwilę tych ostatnich dni jego umaić, osłodzić, ozłocić. A kiedy już miły spokój zawita w mej duszy i stałe szczęście zamieszka w domu moim, wtedy wymuruję klasztor wielki w mych dobrach, sprowadzę z Krosna franciszkanów, nadam im kilka intratnych wiosek i tak przy zatrudnieniu codziennym, przy pracy około roli, przy staraniach moich około codziennego szczęścia drogich mi osób i przy modlitwach pobożnych ojców za duszę moją, mam nadzieję, że się Pan Bóg zlituje nade mną i da mi dostąpić owego spokoju w chwili skonania, do jakiego wszyscy na ziemi wzdychamy. — Cóż ty na to, panie Marcinie?
Jam się przechodził po izbie i nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Wielka walka toczyła się we mnie. Głowa moja uznawała słuszność argumentów Murdelionowych, ale serce odtrącało je, samo nie wiedząc, dlaczego. Byłem przekonany, że tak jest i tak się stanie, jak on powiadał; otwartość i szczerość w przyznaniu się do win wszystkich, do grzechów całego życia bardzo za nim mówiła; ale zawsze owo wykradanie stolnikowej przeciwko jej woli oburzało mnie i obrzydzało mi tak tę całą sprawę, że wolałbym był nigdy nic o niej nie słyszeć. Zbrodnię zbrodnią naprawiać nie jest to ani rzecz uczciwa, ani jakimkolwiek prawem pozwolona. Bo gdzież rękojmia, że stolnikowa tylko tego czeka? Gdzie pewność, że starzec nie skona w samą chwilę zniknięcia córki?... Ale Murdelio był to człek bity we wszystkich rzeczach. Poznał on zaraz, że moja o tej sprawie opinia chwieje się we mnie, więc aby szala jego zamiarom przeciwna nie opadła do ziemi, nie tracił ani chwili czasu i począł w swoją szalę nowe ciężarki dorzucać.
— Bo uważasz mnie — mówił on dalej — że stolnikowa w duszy pragnie tego, abym ją wykradł, nie masz żadnego wątpienia. Ja mam listy od niej, które jasno tego dowodzą, ja ci opowiem najświeższe między mną a nią sceny... sceny...
— Hola! — zawołałem. — Ja sam jedną pamiętam.
I dopiero mi się przypomniała owa nocna scena, którą przez drzwi słyszałem, kiedym po raz pierwszy nocował w Źwierniku. Ta chwila przypomnienia była chwilą łaski bożej nade mną. Człowiek jest słaby, a milion razy słabszy, kiedy mu miłość zawiązała oczy i całe wyłącznie dla siebie zabrała serce. Kto wie, co by się było stało i do czego pomiędzy nami przyjść mogło! Bóg mi świadkiem, że tak gorąco pragnąłem wieczną przysięgą powiązać się z najdroższą mi Zosią, i także Bóg świadek, że pokusy tego szatana takie były łudzące, że gdybym był natenczas upadł pod nimi, to dzisiaj jeszcze, jak jestem stary i na sercu zakrzepły, cale365 bym się sobie nie dziwił. Ale Pan Bóg zawczasu wejrzał łaskawie na sługę swego i nie dał go na pastwę nieprzyjacielowi ludzkiego rodu.
Od owej tedy chwili, kiedym zawołał „hola!”, czułem to w sobie, że na mnie jakaś moc wyższa spłynęła; jakoż zaraz inne zająłem stanowisko w tej walce, nie pytając wcale na to, jakie ono będzie, żołnierskie czy kaznodziejskie, byleby bitwę z niego można wygrać na pewno. Owóż na moje nagłe „hola” równie nagle zawołał on obrzydły kusiciel:
— Jaką scenę pamiętasz?