— To prawda, że może nie trafić po nocy, ale zrobi się zaraz hałas, tumult i złapią cię w mieście.

— Złapią albo i nie złapią, bo i na to jest głowa, przecieby się to jakoś do tego przygotowało.

— Ale dobrze, dobrze, wierzę, że ucieczka udać się może; jednakże zmiłuj się, nie czyń tego, przynajmniej póty, póki ja z wiadomościami nie wrócę. Kto wie, może to tylko postrach na ciebie i na szlachtę waszą, może to wszystko nic nie jest i lada dzień oni sami cię puszczą. Bo za to ci ręczę, że pewno zaraz na drugi dzień po twoim uwięzieniu wiadomość o tym posłano do Wiednia, a lubo tutaj robią teraz śledztwa z tobą i protokoły piszą, to jednak to wszystko nic nie znaczy i aż dopiero dyspozycja stamtąd los twój rozstrzygnie.

Musiałem tedy dać słowo Holmfelsowi, że żadnego kroku samoistnie nie zrobię póty, póki on się drugi raz u mnie nie zjawi; przez przezorność jednak wymówiłem sobie, żeby to zjawienie się jego nie później nastąpiło jak za dni ośm. Po czym, odłożywszy tę sprawę na stronę, rozmawialiśmy o owym fatalnym pani stolnikowej wypadku, który nie tylko rozgłosił się już był po całej okolicy, ale stał się nawet powodem najgłupszych w świecie plotek i domysłów. Przy rozmowie o tym Holmfels wypytywał mnie dokładniej o tę familię, o jej pochodzenie, znaczenie i majątkowe stosunki, często przy tym napomykając o Zuzi, z czego ja asumpt biorąc, zażartowałem sobie, że mu się pewno Zuzia podobała. A on na to:

— I owszem, nie wypieram się, bardzo mi się podobała.

— Wybijcie sobie zawczasu to upodobanie, bo to towar zakazany.

— Jak to? — zapytał baron.

— Zakazany jest — odpowiedziałem — bo panna Zuzanna już jest zaręczoną Konopce.

— Co to ma do tego? — rzekł Niemiec wesoło. — Nie z takich więzów wyrywali przodkowie nasi, dawni ritterowie i gaugrafy421 kochanki swoje, dlaczegóż byśmy także nie mieli w to potrafić?... Ale ja ani myślę o tym; upodobanie nie jest jeszcze miłością, a miłość nie zawsze za pragnieniem ożenienia się, toteż nie ma i o czym gadać.

To mówiąc, baron spojrzał na swój kieszonkowy zegarek, a obaczywszy, że już było po dziesiątej godzinie, porwał się nagle i powtórzywszy mi jeszcze zapewnienie, że w jak najkrótszym czasie mnie nawidzi422, milczkiem wysunął się z kaźni.