— Według naszych praw to nie można i na nic by się nie zdało.
— Więc gdzież ratunek? Bo ja, przyznam się panu, że jeżeli mi przyjdzie rok posiedzieć w kałauzie, to moja głowa już niewiele znaczyć będzie, i cale dbać o nią nie będę.
— Cierpliwości tylko, cierpliwości! — rzekł na to Holmfels. — Ja tu znowu będę u pana za dni kilka i dam wiadomość o wszystkim, a wtedy, mając pewne data419 o tym, co jest, będziemy mogli się naradzić nad tym, co począć na przyszłość.
— Panie drogi — rzekłem ja znowu jemu — kiedyż już tak grzeczny jesteś, że się moją sprawą interesujesz, to ci i to powiem, że ja przecież, Panu Bogu niech będzie chwała za to, nie jestem już tak całkiem zdesperowany, boć na najgorszy wypadek człowiek jeszcze i sam w sobie znajdzie jaki ratunek.
— Jakiż to? — spytał baron.
— Uciec stąd brevi manu420.
— Uciec? O! Tym się nie łudź, bo stąd nie uciekniesz. Jakżeż? Kraty potrójne w oknie, mury grube, drzwi żelazne, odwach pod nosem, szyldwachy naokoło, to niepodobna!
— Przepiłuję kratę i wyjdę oknem.
— Daj pokój, na miłość Boga, daj pokój! Bo choćby ci się tu udało niepostrzeżenie przepiłować kratę, to ani kroku nie zrobisz za oknem; żołnierz zaraz wystrzeli.
— Ba! Wystrzeli, ale czy trafi?