I my też snadź172 albo spaliśmy natenczas, albo zabawiali około peruk naszych, około żabotów i kolbertynek173, kiedy nas za długi u Boga zaciągnione zawołano do obrachunku... ale odkąd moda francuska i do nas zawleczoną została, próżno to gadać i o Parysowych, i o innych dawno już poronionych majątkach.
Kiedy ostatnią potrawę na stół dawano, dało się słyszeć trzaskanie z biczów przed gankiem.
— Zdaje się, że nam Pan Bóg dał gości — rzekła pani stolnikowa.
— He? — spytał dziadek.
— Goście przyjechali — powtórzyła pani Strzegocka głośno.
— A to dobrze — odpowiedział jegomość — może Konopka przyjechał.
— O! Pewnie Konopka — rzekła Zosia wesoło — już go pięć dni nie było.
Zarumieniła się przy tych słowach panna Zuzanna, ale zaraz dodała:
— Jeżeli pan Konopka, toż z nim pewnie i pan starościc, tego już dwa tygodnie nie było.
Przyszła teraz na Zosię kolej zarumienienia się, a tymczasem rzeczywiście do jadalnego pokoju weszli Konopka i Lgocki.