— Mości panie — odpowiedziałem na to z niecierpliwością — za ten czas202, którego waszmoście potrzebujecie do namysłu, nim w dom szlachecki na gościnę wstąpicie, myśmy czasu wojny dobywali fortecę, ale to nic, każdy naród ma swój obyczaj. Tymczasem mogę wam to zaręczyć, że w jakikolwiek dom w tym kraju zaproszeni wstąpicie, możecie być pewni, że wam i włos z głowy nie upadnie; nawet gdyby kto obcy napaść was chciał pod tą strzechą, to tylko po trupie gospodarza mógłby was dosięgnąć. Takie są prawa gościnności słowiańskiej, nigdy i nigdzie jeszcze aż po sam Kaukaz i lody Syberii nieprzekroczone ani zdeptane!

— O tak! Taki jest obyczaj słowiański! — odezwał się Czech ze dworu, który z lekka podsłuchiwał pod drzwiami.

— Proszę panów do izby.

Zabraliśmy się więc i poszliśmy. Kiedyśmy weszli, wiodę ja tych gości wprost przed kanapę, aby ich prezentować gospodyni; ale najpierwszy zaraz dziadek wstał, rękę po staremu przyłożył do czoła, spojrzał na nas i zaraz czapeczkę swoją wziął pod pachę i odszedł. Lgocki zaś, obaczywszy ich, parsknął od śmiechu, mówiąc:

— Hi, hi, hi! Niemiec.

Pani stolnikowa się także nie lepiej znalazła, bo niebawem po prezentacji wyszła do innych pokojów; panienki, przypatrzywszy się cudzoziemcom i ich ubiorom, także się powysuwały, za nimi zaraz Konopka; Lgocki stał jeszcze jaką chwilę i oglądał harcapy z bliska i trzewiki, i sprzączki, ale i ten, parsknąwszy jeszcze kilka razy, odszedł; wszystkie więc obowiązki gospodarskie zostały się na mnie. Gniewało mnie to, ale zresztą trudnoż się było gniewać; lat temu już kilkadziesiąt i takie to jeszcze przesądne były natenczas zdania i uprzedzenia.

Uważali to nowo przybyli i pan Streitenbach grubo coś na to mruczał po niemiecku; nie rozumiałem go wprawdzie, ale wiem, że pewno komplimentów nie gadał. Czech, który snadź strusi na wszystko miał żołądek, ośmielony i kontent, że stanął na szlifowanej posadzce, chodził od kąta do kąta i przypatrywał się obrazom i sprzętom, ale baron zafrasował się tym widocznie, jakoż po chwili rzekł do mnie z westchnieniem:

— Pan się zapewne wychowywałeś gdzie za granicą?

— Nie, panie — odpowiedziałem — nie tylko nie za granicą, ale nawet ani w szkołach publicznych; wiek dziecinny i pacholęcy przepędziłem w domu mojego ojca. — Wszakże widząc, że pan baron z trudnością wysławia się po łacinie, spytałem go, ażali203 nie zna francuskiego języka.

— I owszem — odpowiedział mi — mówię nim dosyć płynnie.