Rozmawialiśmy tedy dalej już po francusku, a że jakoś zaraz przyszliśmy w tej rozmowie na materię szlachectwa i opowiadaliśmy sobie, jak to z tym jest i na Niemcach, i w Polsce, toż i nietrudno było mi poznać, że mam do czynienia z człowiekiem dobrego rodu, starannego wychowania i pięknej głowy, co mi ciężar zastępowania gospodarza o wiele znośniejszym uczyniło. Niebawem zastawiono coś do jedzenia, jakieś mięsiwa, chleby i napoje; rzucili się na to tamci dwaj wygłodzeni z wielką fantazją, osobliwie Czech zmiatał potrawy pewno daleko zgrabniej, niźli spisywał species facti204, baron tylko jakiś był smutny i tak mięsa, jako i słodycze kostniały mu w gardle. Widząc to, rzekłem do niego:

— Waszmość panu przecie coś jeszcze innego oprócz tej podróży musi ciężyć na sercu, bo jużciż trudno przypuścić, żeby sama obawa jakiego napadu lub niespodziewanej awantury mogła mu napędzić tak octowego humoru, zwłaszcza że waszmość sam, jak powiadasz, nie tak bardzo się boisz...

— Pan masz słuszność — odpowiedział kapitan — sama podróż niniejsza nie jest mojego humoru przyczyną, ale ona otworzyła mi oczy na wiele innych rzeczy, o których przedtem dobre wprawdzie, ale nieprawdziwe miałem wyobrażenie.

— Nie wchodzę w to, co tam w rzeczy poruszyło w panu tego nielitościwego robaka, ale nietrudno mi się domyśleć, że waćpan znajdujesz się w położeniu tego, który z impetem i z wielką fantazją wszedł do zdobytej i wedle swego mniemania całkiem oczyszczonej fortecy, a tymczasem zastał tam nie tylko dość silną załogę, ale powietrze nawet zatrute.

— Ej! Nie turbuj się205 waszmość o nas — rzecze Streitenbach — wiemy my, jak co zrobić. U nas dzisiaj jest taka siła ducha, że przed jej samej jednym tylko dmuchnięciem wszystko padać musi na ziemię.

— No! — rzekłem. — Ja bym sobie życzył, żebyś waszmość choć raz dmuchnął na mnie... albo wiecie co, jest was tu trzech, dmuchnijcie wszyscy trzej trzema duchami, a ja już sam jeden stanę li z serpentyną albo i bez serpentyny!

— Ale to co innego.

— Ba! — zawołałem. — Ja rozumiem, że co innego... i rozumiem, gdybyście tak czarownie dmuchać umieli, to bylibyście pewno dobrze dmuchali w Wiedniu, kiedy was bisurmaństwo przygniotło, a zresztą i dzisiaj jechalibyście dalej i dmuchali przed siebie, a ani myśleli o jakim napadzie na was albo o jakiej awanturze.

— Otóż nie boimy się.

— Tutaj nie macie się bać czego, bom wam powiedział, że wam włos z głowy nie spadnie; ale tam dalej w górach zawsze radzę ostrożność, bo tu ludzie siły może w duchu nie mają, ale mają w rękach, i duchów się nic a nic nie boją, a broń Boże waszmość na nich dmuchać... teraz umysły podrażnione, mogłaby w rzeczy wypaść jakaś nieprzyjemność.