Ja też na to:
— Uchowaj Boże! Nie nowina mi konfraternia z winem; piją u nas niezgorzej. — Mówią drudzy, którzy już trochę podpili:
— Gęba wielka u Sanoczanów, ale ledwie do gadania.
— Wedle okazji, mości dobrodzieju — odpowiedziałem — gdzie trzeba, to się gada, a jak trzeba, to się zrobi, a gębie sanockiej waść nie przyganiaj, bo kąsa.
— Zarazże i kąsać — krzyknie tam któryś — nie wiem, co wy tam z obcymi robicie, kiedy swoich kąsacie.
— Czasem nic, a czasem ich jadamy, także wedle okazji.
— No, nie zamawiaj, nie zamawiaj, panie bracie — rzeknie do mnie Stojowski, który przy dziadku siedział i z nim się zabawiał — tylko pij.
— Pij, Nieczujo! — krzyknie dziadek. — Niech no widzę, jakiś jest; in vino veritas222.
Dał mi więc Stojowski kielich i rzekł:
— Napijże się ze mną. — Wypiłem. Drugi też zawoła: