— I ze mną, panie bracie.

— Dobrze, panie bracie. — Krzyknął Konopka:

— I ze mną, panie Marcinie.

— Dobrze, panie Janie. — Za nim Lgocki:

— Jesce ze mną, panie Niecujo.

— I z waszmością, panie Lgocki.

Dalej też woła piąty i szósty i każdy mi spełna podaje. Wypiłem jeszcze kilka, ale dalej krzyknę:

— Ba! Mości panowie! Pofolgujcież mi trochę. Cenię sobie bardzo afekta waszmościów, ale nec Hercules contra plures223. Wy każdy za siebie, a ja za wszystkich.

— Aha! zmalał, zmalał — wołają.

— Nie zmalał — odpowiem — ale szlachcic to nie studnia, wiadro się w nim nie pomieści.