Wszedł i nie zatrzymał się, czekając, by mu przystąpić kazano, ale przesunął się między bojarami i stanął o dwa kroki od Horbrokowa.
— Nuradynie murzo103, Nuradynie murzo, skąd ta zuchwałość? — szeptali mu do uszów otaczający, a on się uśmiechał tak jak dziecko radujące się z własnej swawoli.
— Niejednego już Tatara kazaliśmy zasmagać na śmierć w karę za krnąbrność — zawołał Szein, podnosząc się na skórach niedźwiedzich i wlepiając oczy w twarz Nuradyna, jakby go przestraszyć chciał. — Wara, choć dowodzisz tysiącem ich i ubranyś gdyby odaliska serajów! —
Twarz młodzieńca nie zachmurzyła się na takową przemowę, założył ręce na piersi i czekał, aż przeminie burza, potem rzekł z urąganiem:
— Przez proroka, przez Allaha, Szeinie Nikomko Horbroków, chłopie i sieroto cara Michała, hospodara naszego, tym bojarom, tym zmarzłym wojakom, precz każ iść stąd, bo ja z tobą rozhowor mieć chcę! —
Tu już krzyk wodza uniesionego wściekłością i groźby przytomnych wstrzęsły belkami szopy; słychać brzęk sztyletów wyskakujących z pochew.
Nuradyn murza rozśmiał się, ale już nie po dziecinnemu. Był to śmiech człowieka gardzącego podłą czeredą, znającego swój cel i dążącego ku niemu z niezłomną wiarą w przeznaczenie.
— Wodzu, kiedy oni chuchają w palce, ja moją rękę wystawiam na zęby mrozu; kiedy o odwrocie zamyślają, ja wnoszę, by pędzić dalej, kiedy zwątpili o pojmaniu żony Dymitra, kochanki Zaruckiego, ja przysięgam, że mojej pogoni nie ujdzie. Teraz komu z nas stąd wyjść przystoi? Czy drżącym od bojaźni i zimna, czy temu, który z pustyni i chmur się śmieje, prędzej lata od sępa, zjadliwiej niż sęp ciało ofiary rwać będzie na sztuki? Ha! przysięgam, że tę niewiastę wykryję i pojmę. Dziś już mi donieśli, gdzie ona. —
Z krwią najzimniejszą Horbroków skinął na otaczających, by się oddalili; potem rzekł do Nuradyna:
— Głowa twoja, Tatarze, lub głowa Maryny! — i wsunąwszy się między skóry niedźwiedzie, słucha ciekawie, co tamten powiada.