— W takowej pustyni, o takowej porze, zgniją wasze namioty, zmarzną żołnierze, na sitowiu ducha wyzioną bojary i sam wódz może skona; nie z obozem gdyby miasto104 wojować tu trzeba, ale z garstką, w której każdy jeździec jak strzała, a rumak każden jak pierze u strzały. Maryna już za Jaikiem, na lodzie go przebyła z ostatkiem mołodźców. —

Obyczajem rozjuszonego zwierza tarzał się Szein na łożu, zwarł pięście, nogą pchnął szyszak stojący w pobliżu i zrzucił go z łoskotem.

— Uciekła! Car mi się nie pokłoni, wszelkiemu pospolitemu motłochowi pośmiewiskiem będę. „Jaki z niego bojarzyn!”, powiedzą z mnożnym natrząsaniem. Łeb twój z karkiem rozbrat weźmie, Tatarze, za taką nowinę.

— Do moich tysiąca przydaj dwa tysiące kumańskich, a twoją Maryna, a twoim Zarucki! —

W głosie młodzieńca nie było żadnego wahania się, żadnej wątpliwości. Nie spieszył się z odpowiedzią Horbroków, znów skórę niedźwiedzią naciągnął po szyję i dumał.

— Na słońcu mojej waleczności żadnej chmurki nie masz, od kiedy wam służę, wojewodo. Przypomnij owe pacholę, co przybiegło do ciebie, kiedyś stał pod Świętą Trójcą; a dziś wodzem jestem. Czymże wyniosłem się? Oto błyskawicą mej szabli.

Wracaj do Astrachanu, tam odpoczniesz lepiej; tam i wino kipi w czarach, tam oczy dziewczyn wrą w powiekach, a mnie poszlij za zbiegami. Po bezdrożach, po manowcach, dniem i nocą ich nie odstąpię śladów; ścigać będę za carycą jak kochanek za kochanką, a choćbym miał gryźć piasek i popijać sokiem piołunu, wytrwam i dogonię! —

To mówiąc, ruszał rękoma i całym ciałem; znać, że jego chęci tak żywe, iż nie dosyć mu słów na ich wydanie, a twarz, wycieńczona przez rozkosze i opium, zabłysnęła nadzieją i szczęściem; nie owym szczęściem błogim, które jest snem namiętności, cichą pogodą bez żadnego wichru, ale owym, co duszę człowieka, jak piorun chmur, zarazem boskim ogniem obleje i rozerwie na sztuki. Oczy jego rozpłomieniły się nad zapadłymi rysami i buchające z nich spojrzenia budują Szeina.

— Dwa tysiące kumańskich przydawam do twoich ludzi, ale przysięgnij, kiedy ją i jego związanych powrozem przyprowadzisz do stóp moich, bym ich zawiódł przed hospodara naszego, że przed hospodarem naszym za to o nagrodę bić czołem nie będziesz! Ja, bojar Szein Nikomko Horbroków, klnę się przez błahoczesną wiarę naszą, iż sam soroków105 sobolich trzysta dam tobie w zapłacie. —

Uśmiech niewymownej pogardy skurczył usta młodzieńca.