— Przysięgam przez proroka.

— A zatem dziś zaraz wyruszyć możesz.

— I wyruszę. —

Po tych słowach poszedł ku drzwiom szopy.

Odwołał go Szein.

— Pamiętaj, młody jesteś, byś nie zabył obietnicy swojej! Ta wszetecznica, która się carową nazywać śmiała, skarbów z Astrachanu, jak gmin gwarzy, uniosła mnożno. Soroków trzysta...

— Śmiech mnie bierze z twojej przenikliwości — przerwał Nuradyn. — Dowiedz się, iż twe zrzenice by zgasły na zawsze, gdyby tylko połowę tych kosztowności, którymi ja gardziłem jak piaskiem, oglądać im przyszło.

— Ha! — zawołał Horbroków. — O twoim rodzie Tatarzy twoi dziwacznie bają; słyszałem, słyszałem. —

I zamilkł, choć chciałby dalej mówić, i nie oburzał się, choć gniewem nabrzmiały mu lica.

Nuradyn znów ku drzwiom postąpił: śpieszy się jak człowiek, który pragnie wyjść na świeże powietrze z sali godowej, gdzie napój mózg mu zawrócił i rozpalił serce.