— Jeszcze jedno przykazanie, człeku pogański, weź na drogę! — I odwołał go do siebie wódz skinieniem ręki; młodzian tupnął nogą o ziemię.

— Po morzu naszej cierpliwości żeglujesz bezpiecznie, a gdyby to nie morze było, lecz tylko jezioro? — zawołał, klaszcząc rękoma obyczajem znudzonego dziecka.

— Owa Maryna Laszka czarownicą jest niepospolitą. Bogomodlca archiepiskop Segrygiej ogłosił mi zdanie swoje o tej nierządnicy: krasa jej najchrobsze serce zmiękczy, a ty młody i niewierny! —

Na te słowa dreszcz porwał wszystkie członki Tatara, kolana zgięły mu się ku ziemi, sto rozmaitych wyrazów weszło mu i znikło na licach; głos jego, dotąd ciągły, dźwięczny, osłabł teraz i przerywa się co chwila.

— Nie bój się, niechaj mi się pokaże jak hurysa wśród pustyni, ona rajską rosą oblana, rajskie wonie wokoło niej płyną — piasek — śnieg — tumany — ona krzewem róż edeńskich wśród głuchej puszczy, nad solnym jeziorem, co dysze pod białą skorupą. Przebrzydła owa okolica, i rumak pieni się od strachu, i jeździec nie dotrzyma siodła przed okropnością obrazu. Natura w dzikości swej dzieci swoich się wyrzeka, patrz — trupy leżą na żwirze, ot, sama podusiła swe dzieci! Ale ani mój koń, ani ja nie zginę! Jej wzrok będzie mi gwiazdą, jej głos harfą w pustyni — może i to być, że oboje przepadniem na wieki — polegaj na moim słowie — przywlekę ci ją za włosy — polegaj — do Astrachanu — do pałacu twego — z szczerego jedwabiu jej pukle, przysiągłem. —

Ani zadrgnął żaden rys na na twarzy Horbrokowa, ale słuchał uważnie, bo chciał podejść młodzieńca i wyrozumieć jego tajemnice.

— Nuradynie, nie przy wszelakich zmysłach zastaje cię pierwszy dzień twej wyprawy. Wracaj pod namiot swój i legnij; kogo innego poszlę na brzegi Jaiku. —

Zgryzł sobie wargę Nuradyn, znać w nim żal, iż popuścił cugle językowi, a zatem przybierze barwę spokojności i zarazem uszczypliwym przekąsem usta nastroi:

— Czasami się zdarza, iż mnie żarty porwą. Zawżdy niebezpieczne wycieczki i błędy zaczynam od tego; bądź zdrów, wojewodo, o mojej wierności nie wątp i chwili, nie poznałeś się na mnie. —

Lica jego w tej chwili cechę obojętności przywdziały, znikło gwałtowne wzruszenie co nim miotało; bawił się to frędzlą od szaty błękitnej, to rękojeścią kindżału.