Zyg. K.
Niech też Pani raczy przyjąć zarazem wyrazy uszanowania, które Konstanty polecił mi przesłać Pani.
Spodziewam się być w Rzymie za dwa tygodnie, a najsłodszem dla mnie oczekiwaniem jest to, abym tam już zastał wiadomość o Pani i o jej bliskich.
93. Do Konstantego Gaszyńskiego
Mediolan, 30 oktobra119 1834
Czy Ciebie nie ma w Aix, żem tak dawno nie odebrał listu od Ciebie? Przed dwoma miesiącami pisałem do Aix z Frankfurtu, w odpowiedzi na list, w którym mi opisywałeś jarmark w Beaucaire. Teraz jadę do Neapolu, ale w Rzymie zabawię z piętnaście dni. Tam adresuj pierwszy list swój i czekaj na moją odpowiedź.
Zdrowie moje dźwiga się nieco, ale próżnia ducha, o której tyle razy Ci wspominałem, odzywa się często. Są chwile, których nie życzę nikomu, a które duszę mi rozstrajają. W tych chwilach łamię we dwoje serce moje, jak kartę nieszczęśliwą, która przegrała dziesięć razy raz po raz w faraona. W tych chwilach wszystko mi się tak bez nadziei wydaje, życie ziemskie tak ograniczone, tak ciasne, a żądania moje tak ogromne, że wątpię o wszystkiem!...
To pewna, że dotąd nic nie zaspokoiło pragnień moich na tym świecie. Ani żądzom mojej miłości własnej, ani żądzom serca mego nigdy nie stało się zadość, choć miałem szczęśliwe chwile dla jednych i dla drugich. Ale zawsze więcej, dalej goni myśl moja; często nawet nie wiedzieć gdzie. Sam nie wyrozumiałbym, czego żądam, ale czuję skorpiona żądań, przewracającego się we wewnętrznościach moich, który, nie dostawszy nic, sam siebie zakłuwa. Tyś nie tak stworzony: Ty miewasz błogie dni, pełne dziękczynień ku Bogu i ku ludziom, którzy Cię kochają; Ty nieraz wieczorem przestajesz na zmierzchu, Ty pośród czarownej okolicy przestajesz na jej pięknościach. Przynajmniej przez chwilę jesteś cały, dopełniony w sobie samym; nie czujesz, jakoby część jakaś Twoja nie była przy Tobie, ale wyprzedziła Ciebie i goniła dalej, i żądała więcej, i rozdzierała swojemi wołaniami resztę Twej spokojnej duszy. Ty dlatego niezawodnie lepszy, cnotliwszy będziesz ode mnie. W Tobie namiętność nigdy w rozhuzdanie nie przejdzie. Jej najwyższym szczeblem będą łzy rozczulenia, a we mnie zdarzyć się mogą wściekłe uniesienia, rozpacze nieopisane, bo, im więcej żądam, tem częściej się zawodzę. Ty także ciągle będziesz czynny, a ja zapadnę w lenistwo, w odrętwiałość i lata przeleżę, by powstać raz jeden, by pięści pogryźć własnemi zębami lub pieśni odśpiewać w natchnieniu serca mego, i znów zasnąć potem. Takie istoty, jak ja, powinny były urodzić się w nieprzeklętym świecie, poczynającym żyć, w wiośnianym Edenie, przed grzechem pierworodnym, kiedy wszystko było świętem i wolnem — lub prosto w piekle, jeśli im już los kazał narodzić się wśród niedopełnionych, w grzechu i karze żyjących stworzeń.
Pan Tadeusz jest epopeją drobnej szlachty naszej, jest wiecznym, jak Don Quichotte, jak Poliszynel we Włoszech, przenosi o cztery głowy Monachomachię, jedynem jest dziełem dla Polski. Wallenrod jest poema arystokratyczne, Pan Tadeusz jest poematem drobnej szlachty.
Mochnackiego Powstanie narodowe Polski jest ciężkiem do czytania, ale ma swoje zasługi. Niemiecki styl zgubił Mochnackiego. Bóg go stworzył redaktorem: to jest Dmóchowski, podniesiony do ideału. A propos: Dmóchowski wciąż spekulacje księgarskie robi; przyznaj, że trzeba mieć geniusz, by wynaleźć co do wydrukowania w miejscach, w których Walter-Scott zakazanym bywa. Osiński jakąś odę wypalił; przyznaj, że i na to geniuszu jakiegoś miedzianego trzeba — poëtis atque pictoribus120. Co też to za głupia była poezja, co nas otaczała w dzieciństwie naszem, co też to za głupi ludzie dawali nam pierwsze wyobrażenia o filozofii i literaturze! Mój Boże!