Jest tu pełno magnatów. Szczęśliwy, kogo zająć mogą komeraże, intryżki, klucze na połach fraka i gwiazdy na pętlicy. Szczęśliwy, kto nie doszedł prawdy, że wszystko jest nicością i marnem ubieganiem się, że każda chwila szczęścia zapisuje lata całe boleści, tonącemu wcześniej czy później w jedynej realności, w wszechpotędze Boga. Addio, drogi mój i szanowny przyjacielu. Konstanty, Sauvan Cię ściskają. A rivederla140.
116. Do Adama Sołtana
25 stycznia 1836, Florencja
Przyjechałem tu wczoraj o dwunastej w nocy, dziś Twój list odebrałem i te inne, któreś mi był łaskaw przysłać. Chciałbym jechać do Ciebie jak najprędzej, bo mi smutno, źle, gorzko, a jestem goły jak bizon, wszystkiego mam piętnaście napoleonów. Liczyłem na pewno, że będą pieniądze u Torloniego141, muszę więc tu brać stancję na miesiąc za kilka piastrów i dopiero potem do Rzymu jechać, bo tu nikt nie pożyczy złamanego szeląga. Wszystko coraz gorzej na tym świecie, przyszłości za bajona nigdzie, Polska wszędzie w łeb bierze. Jeszcze tego trzeba było, żeby Jelski kozła przewrócił; wszystko się starzeje, błaźni, psuje. Ja sam co do moich stosunków i położenia jestem dość źle, nie wiem, co się ze mną stanie; widzę ze wszystkich wiadomości z kraju, że mnie czekają niemiłe przeprawy, że niczego dobrego spodziewać się nie mogę, ni moralnie ni materialnie.
Teraz słuchaj jednej rzeczy. Mam tu przypadkiem i za bardzo tanie pieniądze mieszkanie nie na dwóch, ale na dziesięciu; przyjedź, zmiłuj się, przyjedź, będziem stali razem! Mam wyborne hawańskie cygara, pod spodem jest kawiarnia Donnego, z której kawa rano, taniej wszystko, niż w Rzymie. Przyjedź, Adamie, kto wie, co się z nami stanie, gdzie los nas rozrzuci; kto wie, czy już długo będziem obok siebie w możności widywania się, kto wie, czy który z nas nie wybierze się w drogę. Piesa142 skończona, „pójdziem k’ chowot” w tę drogę, na której jeśli są oberże, to planety, słońca lub komety. Zmiłuj się, przebądźmy razem jeszcze chwil kilka! Rzadko się kochają ludzie na ziemi, a kiedy się kochają, niechże będą razem, niechże pomówią jeszcze z sobą, niech się uścisną jeszcze, bo każde jutro może ich rozdzielić na wieki! Księżna rada niezmiernie będzie Twojemu przyjazdowi; mówiła mi wczoraj, że chciałaby Cię widzieć. Przyjedź w interesie już samych dzieci, drogi mój Adamie! Co do Pacównej, to jużci możem tak samo z Florencji jak z Rzymu z Kniaziewiczem korespondować143, a potem byśmy razem przed wielkim tygodniem wrócili do Rzymu.
Przywiozłem Ci z wód niemieckich szklanicę i pierścień z Twoim herbem, bo chciałem, byś miał pamiąteczkę z tych miejsc, w których ja byłem. Jeśli nie przyjedziesz, prześlę Ci je przez Fenzego do Torloniego; ale usłuchaj nas, przyjedź, przeżyjem jeszcze dni kilka razem. Jeszcze raz: przyjedź — przyjedź, i kochaj mnie ciągle!
Twój.
W tych dniach spodziewam się pewnych wiadomości o Twoich synach. Salvanus144 się przypomina Tobie.
117. Do ojca
Florencja, 26 stycznia 1836 r.