Bądź łaskaw, pisz teraz mi zawsze pod adresem: Simmy banquier à Vienne. On mi odeszle tam, gdzie będę. Wybieram się ostatnich dni decembra do Florencji; miałem jechać natychmiast po tym dniu, o którym ci wspomniałem, ale wstrzymało mnie przeczucie śmierci o Konstantym z cholery, i dlatego przeczekałem jej kryzys w Lombardii.

Co się tyczy listu z Gratz, to ja się pomyliłem, bo pisałem Ci go między Gratzem a Wiedniem, a oddałem na pocztę w Wiedniu, ale że mi się to wszystko bardzo mieszało w głowie, tom ci napisał à Gratz. Był to ten list w którym Ci wspominałem o pokusach, które czułem w Wenecji, i które doprowadziły mnie do czynu złego — opłakanego!

Ach, miałem chwile nieskończonej goryczy! Wszystko, co piękne i kochane łamało się przede mną, jak lód, co w kry się rozsypuje. Widziałem spokojne czoła, co tak pękały z rozpaczy; miałem dni, w których samo szczęście, samo uniesienie stawało się ironią, w których pomyśleć o uśmiechu, choćby smętnym, tkliwym, było nie sposób, w których łzy nawet byłyby szyderstwem, dzieciństwem, oznaką marną bólu, bo żeby go wydać, wyrazić — chyba trzeba było skonać!... Ale przeszło, przeszło. Ty wiesz, że w wspomnieniu trumny, oświeconej promieniami zachodniego słońca, trumna znika wreszcie, jedno światło się zostaje. W tem fatalizm — dusz naszych Rządca dobrodziejem jest! — Niech Cię Bóg wszechmocny strzeże i błogosławi ochroni od wszelkiego złego, wróci nam, wróci mnie Ciebie, Edwardzie drogi. Te same życzenia i uściski przesyła Ci Konstanty przeze mnie. Ciągle rozmyślamy o Tobie razem, wspominaliśmy ubiegłe chwile, frazesa twoje ulubione zwyczajne; nieraz z westchnieniem pytaliśmy się jeden drugiego, co on robi, gdzie on jest teraz. Ach, Ty biedny, Ty, coś zawsze gadał o lokomocji! Ale da Bóg, że się skończy wszystko szczęśliwie, że prawda się okaże i że się obaczymy znowu. Pisz zaraz do mnie! Addio! A jeśli ujrzysz... wtedy bądź pociechą, powiedz, iż wiesz, iż ten człowiek kocha, kogo przyrzekł kochać. Jeśli się dowiesz o szczegółach różnych, to napisz.

Dzięki Ci dzięki, mój Edwardzie, że tak myślisz o mnie. Twój

Zygmunt.

The Phashion” także Ci się przypomina; nieraz w łysinę się palnął, mówiąc o Tobie i żałując Ciebie.

115. Do Adama Sołtana

1835. 16 decembra, Wiedeń

Odebrałem dziś Twój list. Niezawodnie po Nowym Roku stąd wyjeżdżam do Florencji a stamtąd po odwiedzeniu księżnej do Rzymu, do Ciebie. Smutny jestem, jak tysiąc nietoperzy. Twój list rozdarł mi serce. Zaraz napisałem do ojca, by się dowiedział o nich i doniósł mi, sądząc, że to Ci będzie przyjemnem138.

Z Edwardem lepiej się dziać poczyna, miałem list od niego139. Zdaje się, że przy końcu sprawy rzecz inny obrót wzięła, że pokazało się, że to wszystko niczem było, że go skażą tylko na areszt przemijający. Dopiero zawczoraj tę tak dobrą wieść odebrałem; powiedz o tem szambelanowi, o którym wieść chodzi, że muchy latem zabija w przelocie. Jednak nic tak bardzo pewnego w tem jeszcze nie ma. List od księżnej odebrałem, odpisałem zaraz. W Florencji będę jej mówił o Twoich córkach. Sądzę, że dla niej samej najlepszą by było sposobnością wyrwania się z tego stanu nicości i mienia czegoś na tym świecie. Jak tylko stanę w Florencji, do Ciebie napiszę.