Wspaniałe wiersze Novalisa, jedyne prawdziwie piękne, które napisał, gdyż proza jego nieskończenie przewyższa wiersze. Te jednak są wspaniałe.

127. Do Adama Sołtana

Wiedeń, 12 novembra 1836 r.

Dziękuję Ci za list, który mnie przywitał na samym wstępie tutaj. Mój drogi! Smutne w nim myśli. Powiadam Ci, biedna Twoja maleńka szczęśliwsza od nas wszystkich, śniło się jej tylko, że była na ziemi i po nocy jednej obudziła się na powrót w domu. My zaś niejedną noc jeszcze mamy. Nic czystszego, nic bardziej błogiego, jak zgon dziewczęcia. W późniejszych latach, wśród pokus życia i trudów jego umierać, to inaksza sprawa, bo już duch nasz przyrósł do ziemi, przylgnął do ciała, człowiekiem stał się zupełnie i tak się omamił, że rzadko myślał, iż ta ziemia złudzeniem tylko; wtedy są zapasy ciężkie w godzinie ostatniej, wtedy prawdziwie więdniejemy na łożu śmierci, bośmy prawdziwie rozwici byli. Ale ona, ta biedna, ta dobra, ta mała, święta Twoja, był to pączek tylko, który śmiercią w różę się rozkwitł, tylko, że niewidzialną dla nas. Pewno, konając, nie żałowała nieznanego świata; może jej przyszła myśl o ojcu dalekim, jak przez mgłę, ponuro, a wtem pękła mgła i gdzieś ujrzała się w błękitach, i wtedy jasno, oczkami anioła, ujrzała ojca ziemskiego i rączki ścisnąwszy za nim, udała się do niebieskiego. A kiedy na wiosnę przynosić Ci będą kwiaty, pomyśl, że taki jeden świeży i południowy masz w niebie, którego wonią są modły i pieśni za Tobą. Nie płacz nad jej zawczesnym grobem, ale mów raczej: manibus date lilia plenis!155

Księżnę zastałem daleko lepiej. Sama pisać nie mogąc, kazała mi, bym Ci doniósł, że pisała przed tygodniem do księdza Chołoniewskiego, zasięgając rad jego względem przeniesienia Marii. Przy sobie jej mieć nie odważa się, ale chce ją mieć przy Tobie w Rzymie. Pojmujesz, że to będzie dość długo trwało; ja zaś co dzień o tem przypomnienie i ekshortację do rozmowy wtrącę.

Mój ojciec pojechał na Podole; zapewne w tych dniach Maria portret Twój mieć będzie. Co zaś do jej miniatury, już pisałem wczoraj do panny Szadurskiej156 poleciwszy ten interes plenipotentowi ojca w Dunajowcach, który powinien odebrać ją z rąk panny Szadurskiej i tu mi przesłać, jak najrychlej będzie można. Pisałem zaś niby to od księżnej, która się podpisała, bo inaczej by zapewne Szadurska nie dozwoliła, ile że trzeba zasięgnąć pozwolenia biskupiego, by malarz mógł wejść w mury klasztorne — lub Maria z nich wyjść do malarza. Mam nadzieję, że najdalej za dwa miesiące będę mógł Ci portrecik na Torloniego ręce przesłać.

Jakem przed laty czteroma właśnie tu przyjechał na pogrzeb Reichstadta tak dziś trafiłem na pogrzeb Karola X., który za godzinę odbędzie się u augustianów. Patrzaj, w jednem mieście i ostatni z Napoleonidów, i ostatni z Burbonów śpią w trumnie gościnnej, nie własnej, orzeł młody i lilia stara, pobratani snem śmierci, pojednani przeciwnością i zapomnieniem. Tymczasem Canino u was, Ludwik w Strasburgu stoją obok rusztowania; pierwszy za drogowy, drogi za polityczny rozbój. Jeśli wiatry od Europy przynoszą marzącemu w grobie Napoleonowi odgłosy hańby żony, nieszczęść krewnych, drżeć musi skała granitowa od jego bolesnych podrzutów. Orzeł, co zwykł siadać na trofeach i oczy wlepiać w słońce, dziś na rusztowanie, dziś w topór kata spojrzeć musi. Patrz, jak się wszystko psuje i błaźni na świecie, jak indywiduami los poniewiera. Jedna ludzkość pozostaje tylko poważną i wielką; reszta, jak pył, jak liście jesienne, jak miłość Don Juana! Z tem jednak ciężką rzeczą jest odegrać rolę indywiduom, tyle rzeczy, sama natura rzeczy spiknięta przeciwko każdemu; kto więc w ciągu dramatu swojego nie stracił powagi i godności, kto przylgnął do ideału ludzkości, która nigdy ich nie traci, temu chwała i szacunek, a jednym z takich widzisz mi się, Adamie.

Wyszedł stary rękopis szlachcica polskiego, Paska, malujący najwyborniej obyczaje XVII. wieku za Jana Kazimierza, Korybuta, Sobieskiego etc. etc. Pisany on z rzadką fantazją i dowcipem prawdziwie polskim, trzeba pękać od śmiechu. Pewny jestem, że byłoby Ci miło go przeczytać, jeden tom tylko; czy chcesz, żebym go przysłał do Rzymu? Zapytaj Torlonich, czy też przyszły moje książki, oczekiwane na wiosnę. Powiedz mi także, czyś słyszał o nich w podróży. Addioaddio.

Z.

Danielewicz Cię serdecznie wita. Salvan jeszcze nie wrócił. Civita Vecchii157 moje uszanowanie. Józiowi i Hermanowi ukłony.