128. Do Henryka Reeve’a

12 listopada 1836 r. Wiedeń

Drogi Henryku!

Przybywszy przedwczoraj do Windobony Augustorum, znalazłem wczoraj na poczcie list Twój z Krakowa, co jeszcze żal mój powiększyło. Jestem zadowolony, że kraj, który widziałeś z bliska, nie umniejszył idealnego obrazu, jakiś sobie z dala o nim wytworzył, gdyż, drogi mój, każda piękność blednie wobec swego pierwowzoru, napotkanego na ziemi. Co prawda, piękność grobowców, będąca całkiem ziemską, jedna jedyna zyskuje na bliższem poznaniu. Piękna kobieta straciłaby na tem, gdyż jest aniołem w Twoim mózgu, ale trumna, to co innego. Nie mogę dość odżałować fatalnego zbiegu okoliczności, który przeszkodził naszemu spotkaniu, i oddzielił mię od Ciebie jakby zasłoną mgły, choć byliśmy tak blisko siebie. To ten przeklęty szczyt górski, nieznany światu, winien wszystkiemu, ale bardziej, niż on, Twoje milczenie, to, żeś do mnie do Kissingen nie pisał. Ty zaś na mnie winę zrzucasz. Postępujesz w tym wypadku, jak ładne kobiety, które, gdy się czują winne, same sprzeczkę rozpoczynają. Ale o umarłych jedynie dobrze mówić należy, a ponieważ sposobność ta dla nas umarła, pokryjmy grób jej listami, jak gdyby to były kwiaty.

Przybyłem w sam czas, aby być obecnym na pogrzebie Karola X. Przed czterema laty w tem samem mieście przesunęła się przed mojemi oczyma trumna księcia Reichstadtu. Młody orzeł i stary kwiat lilii dziś zbratały się w podziemiach monarchii austriackiej. Udzielono im nicości. Biedny król Francji! Dobrze postąpili tutejsi, że nakazali żałobę dworską. Względy, należne nieszczęściu, uszlachetniają tych, którzy je okazują; Requiem, śpiewane w kaplicy cesarskiej nad trumną wygnańca, sprawiło radość memu sercu. Tyle nikczemności na świecie, a fakty dokonane tak mało się zwalcza, że pociesza to mię zawsze po trochu, jeśli spotkam jakąkolwiek ideę, która powstaje przeciw rzeczywistości, jak gdyby skrzydła z piór, uderzające o skałę granitową. Widzę w tem godność ludzką, protest ducha przeciw materii.

Spędzę więc zimę w Wiedniu. W dalszym ciągu poddaję się kuracji wodnej. Mało bywam, a właściwie nie bywam wcale. Jestem codziennie w Burgu, najlepszym teatrze Europy, i widzę, jak przechodzą przede mną Romeo, Makbet, Hamlet, Wallenstein, Faust itd. Może coś napiszę. Od roku nic nie pisałem. Gdyby kto miał geniusz diabła, a był Żydem lub Polakiem, niemożliwością by było dla niego osiągnięcie jakiegokolwiek rozgłosu; raczej na więcej by mu się zdało być Żydem.

Zdrowie moje bardzo niepewne. Cierpię ciągle na oczy. Bogu dzięki, nie ślepnę. Mam nadzieję, że odebrałeś mój list z Grefenbergu, adresowany do Hampstead. Jeśli możesz, znajdź w Londynie widzenie zakonnicy Emmerich, wydane przez Klemensa Brentano i napisane pod jej ekstatycznem dyktandem; jest to jakby epopeja ostatnich dni Jezusa Chrystusa. Se non e vero e bene trovato.158 Czy czytałeś Sagę Fritjofową Ezajasza Tegnera, przetłumaczoną świeżo na niemiecki? To pierwszy współczesny poemat epiczny. Daj mi pojęcie o nowych poetach angielskich i napisz mi, co porabiają Handley’owie! Żegnaj! Twój przywiązany

Zyg.

129. Do Konstantego Gaszyńskiego

Wiedeń, 1 grudnia 1836.