Drogi Konstanty! Ślicznieś wyfrancuził serbską pieśń, tylko kochance jej nie dawaj: bo, jeśli uwierzy, że cała natura na podsłuchach, i że słowiki nawet skompromitować mogą, to nigdy nie da ci rendez-vous. Jeden tylko wiersz mi się źle wydał: Se transforma en un souffle empesté d’un marais, coś w nim niezupełnie francuskiego. Zresztą prześliczne wszystko.

Ciekawość moją podbechtałeś niepomału, donosząc o powtórnej edycji159. Byłbyś zarazem jej dogodził, gdybyś napisał, kto, do diabła, wykradł i drukuje? Z Panem Bogiem, byleby z tego biedy nie wynikły. Bądź łaskaw donieść, kto to jest? Żeś Dionira160 nie odebrał, pojąć, zrozumieć nie mogę i złym niezmiernie. Per Dio! Żebyś jeszcze miał tracić pieniądze na sprowadzenie! A to śmieszna rzecz! Wolę twoją wypełnię zaraz jutro względem księgarni marsylskich; jeśli będzie można, nie omieszkam uczynić. Wiem skądinąd pewno, że Tatarzyn161 znajduje się także w Paryżu. Co do Greka162, bądź tak dobry, powiedz, czy żadnej recenzji nie wyszło po tej, którąś w lecie mi przysłał, i jak ludzkie o nim gawędzą języki. Mam nadzieję, żeś go już się dochwytał.

Henryk Heine jest to wyraz zgrzybiałej filozofii, wpadającej nazad w dzieciństwo, wracającej do materializmu i lekkomyślności, tak, jak Wiktor Hugo zgrzybiałej poezji jest arcykapłanem. Heine i cała jego szkoła, chcąc koniecznie coś nowego utworzyć, nie pomiarkowali, że do bardzo starych zasad się cofają, że przedrewolucyjny materializm Helwecjusza i panów dworskich, przebrawszy go tylko w mieszczańskie szaty, nazad stawiają na nogach. Dziwna to zamiana. Kiedy Francuzi chcą koniecznie wziąć się do serio przez naśladowanie Niemców, Niemcy osiadają w Paryżu i buffo grać zaczynają! Odpowiedź, którą Ci się wywinął, jest godna jakiego markiza z 1750 r. Ten człowiek wiele śniadań i obiadów uprzyjemni przytomnością swoją, spodoba się wielu ludziom, wytknie wiele wad, spostrzeżeń trafnych tysiąc na godzinę wysypie z rękawa, ale jego pamięć niedługo potrwa, jego myśli pójdą za jego ciałem w proch i nicość. Jest on z rzędu używających, wiary żadnej nie ma, o panteizmie lub idealizmie twierdzić nie umie, ale spytaj go, czy miło jeździć w wygodnej karecie, czy przyjemnie pić szampana i za pieniądze kupować uszanowanie ludzi, a pewno się nie zająknie i powie: „A juściż!”.

Wiesz, co Dante wyrzekł, kiedy w piekle ujrzał kondotierów francuskich, którzy przeciwko Hohensztaufom walczyli we Włoszech, którzy mężnymi byli i bitwę niejedną wygrali, tylko żadnej wiary ni czci nie mieli: „Świat nie przystał na to, by po nich jaka sława została, — spójrzmy, przejdźmy i nie mówmy o nich (guarda e passa)”. Niech to służy Heinemu.

Piętnaście dni z tobą przebył, a już rozpoznaję ślady jego w tej lekkomyślności, z którą powiadasz: „La matière a aussi son mérite; changeons de cuisine et de four163”. Materia, Konstanty, o tyle jest piękną, o ile jest suknią ducha; sama przez się, niczem. Człowieka całego, to jest ciało harmonijne z duszą, ukochać, jest twór Boga kochać; ale samo ciało, dla samego ciała, jest bezrozumem. Ah, gdyby przed Tobą postawili zwierciadło i Ty widział w nim twarz kochanki, sam bym Cię popchnął, byś upadł na kolana przed zwierciadłem; lecz gdybyś nic w nim prócz blasku białawego, prócz nicości przestrzeni nie widział, a stał godziny przed nim, miałbym Cię za szalonego. Takiem zwierciadłem bez treści żadnej jest sama materia.

Biedny mój Konstanty! Zawsze rady, ostrzegania, morały. Ależ mój drogi, to wynika z tego, że Cię kocham sercem całem i że drżę zawsze, żeby się Tobie nie stało co złego. Gdybyśmy razem byli, nie tak bym gdyrał, bo każdej chwili sam mógłbym skoczyć Ci na pomoc. Pewno, że materia jest młodszą córką Boga; lecz, kiedy w rozdziale z bratem swoim, duchem, słabą jest i nędzną; jest to słowo bez sensu.

Czyś słyszał o jakim Ludwiku Mierosławskim, autorze historii rewolucji polskiej w stylu rzeźnika? Powiedz mi, gdzie jest i czem był i jest dotąd? Jeśli kiedy spotkam tego człowieka, to ja, albo on, chwilę gorzką mieć będzie. Mój Boże! Przekleństwo Twoje na nas wszystkich spoczywa, zatrute głębie serc naszych, nie ma jednego uczucia, w którem by gniew Twój nas nie doścignął. Z własnych braci, katów nam dałeś i gotujesz na później! Może Ty słów tych nie rozumiesz, ale ja, na nieszczęście moje, rozumiem je aż zanadto. Bądź mi zdrów i szczęśliwy w grudniu, i pisz jak najprędzej!

Ojciec mój wiele się wypytywał o Ciebie. Dałem mu czytać Twoje wiersze; był pewny, że Lamartine. Kiedym powiedział, czyje, bardzo się dziwił, żeś do takiej gładkości doszedł, i kazał Ci z serca powinszować. Pamiętasz go, jaki był czerstwy, silny, przystojny dawniej; teraz blady, wychudły, posępny, dawnych uśmiechów śladu już nie ma. Ah, czy pamiętasz, kiedyś mu Jaxiadę164 czytywał? Lepsze to były czasy. To mnie także nęka, co chwila się obawiam, bym się o jego chorobie, śmierci nie dowiedział, a wiesz, jak go kochałem zawsze. Teraz on jeden pozostał z domu całego naszego, wszyscy inni pomarli. Jego tylko mam w Polsce, prócz niego nikogo: bo jeden Konstanty ze mną, a drugi w Prowancji. Bądź szczęśliwy!

130. Do Adama Sołtana

17 stycznia 1837, Wiedeń