A w bagnach rosną niezabudek kwiaty,
I czajka woła, jak wprzódy, na dzieci,
I słońce cicho nad równiną świeci.
O, pójdźcie, pójdźcie przez rodzinne sioła,
Przez łąk moczary i przez zbożów łany,
Tam w kłosie każdym szemrzą ziemi żale,
Tam lilia polna o zemstę zawoła,
etc. etc. etc. etc.
Odczytałem niedawno Pana Tadeusza; to epopeja. Znam trzy epopeje wielkie: Iliadę, Don Kiszota i Pana Tadeusza, który jest środkującym zlewkiem Odyssei i Don Kiszota.
Rad jestem temu, żeś się zapoznał z Jerzym. Jest to dusza, jakich rzadko, koniecznie oddychać pragnąca poświęceniem, jak każdy inny powietrzem. Znam go od pieluch prawie, nieraz wpływałem, zdaje mi się, na jego rozwijanie się. Mam k’niemu coś podobnego do uczuć ojca dla syna, przynajmniej niektóre myśli jego są dziećmi memi. Pisze do mnie, że przyjedzie tu pierwszego maja.