Karlsbad, dnia 4 augusta 1840 r.
Drogi mój, drogi Edwardzie!
W styczniu czy w lutym pisałem do Ciebie list ogromny, wyłuszczający Ci ogólnie systemat Historiozofii Augusta Cieszkowskiego, który wydaniem wstępu do historiozofii ogromnie berlińskie mędrce zbudował, i całkiem Heglowi dowiódł, iż sam nie umiał swej własnej logiki do historii zastosować.
Nie wiem czy ten list mój doszedł Ciebie. Jeśli doszedł, toś mi zapłacił za niego milczeniem; bylebyś nie zapomniał duchem o mnie, przystaję na Twoje milczenie, bo z niego ciągnę dowód, żeś szczęśliwy. Gdybyś był smutny, gdyby ciężar niewidomy gniótł Ci serce, ozwałbyś się przecie wtedy do przyjaciela? Teraz z Włoch tu przyjechałem widzieć ojca, i za dni kilka do Włoch wracam.
Rozpiłem się, Edwardzie, Południa błękitami; błyszczą tam gwiazdy, których nigdzie indziej nie zobaczysz. Księżyc tam, jak dziewica niebios, słońce, jak archanioł potęgi, Rzym, jak archanioł zwalony, leżący na ziemi, śródziemne wody Neapolu, jak toń wieczności, ale szczęśliwej, ale wielkiej! Sycylia, jak królestwo marzeń wcielone w kształt, równy pomysłowi tych marzeń. A pod tym wszystkim dantejskie piekło, buchające czasami kraterem — Wezuwiusza, Etny, Stromboli! A nad tym wszystkim przesłona dzika i pełna żałoby — czyściec dantejski, unoszący się w powietrzu między grobami, na których kwiaty rosną i migają lucjole, a niebem, gdzie drugie lucjole świecą! Lucjole pana nad pany, muszki wszechświata, świętojańskie robaczki przestrzeni; a tam, gdzie one na mlecznych drogach oparte, raj się poczyna, raj niedojrzany, w którym Beatriks niewidzialna mieszka! A cień, odbłysk jej, mara jej, czasem przesunie się na dole, czasem odbije się w magicznym zwierciadle niebios, w tym zwierciadle zwanym włoską ziemią!
Tak więc z tych słów byś sądził, o Edwardzie, że mi serce, jak grób rafaelowski Marii, porosło w kwiaty, że duch mój cały przetkał się gwiazdami! Nie, Edwardzie, bo posępne lice świata, ogółu smutek moje indywidualne uniesienia gasi, zabija i niszczy, i sam zresztą zawszem taki sam, jakim mnie znałeś. Błąkam się, i błądzę, i szukam, i czasem, gdy piosnkę zaśpiewam, to taką:
O, nie mów o mnie, gdy mnie już nie będzie,
Że ciebie tylko goryczą zraniłem,
Bo ja goryczy kielich także piłem
Zawsze i wszędzie!