Nim stąd mnie porwą losy, jeszcze do Ciebie napiszę. Są tu Braniccy; tą razą nie spisałem się, jak niedźwiedź, owszem, rozmawiałem długo z panną Elizą; zdaje się słodka i dobra bardzo osoba, życzę jej z serca, by była szczęśliwą na ziemi. Twój Zygmunt teraz i na wieki.

169. Do Delfiny Potockiej

31 lipca 1840, Karlsbad, 10-ta w nocy

Najdroższa moja! Gdzie mi już pociechy szukać, jeśli nie w sercu Twojem! — Coraz moje położenie się pogarsza. Już mój ojciec nie chce gadać ze mną. Pierwszy raz w życiu mogę go o niesprawiedliwość względem mnie oskarżyć. Rozdarłem sobie serce własnemi rękoma. Opuściłem Ciebie, żeby tu przyjechać. Widziałem karetę z Pilawą, wyjeżdżającą z Wiese, a zostałem tu przy nim. Chodziłem z nim, gdzie chciał, przełamałem wszystkie moje wewnętrzności, by przybrać zewnętrzność, która by mu się podobała, ale to wszystko na nic się nie zdało, na nic; o tylem tylko mu synem, o ile bym pannę El.230 wziął za żonę. Już mi się dzisiaj rozchorował i leży; ja cały dzień przebyłem zamknięty w moim pokoju. Źle mi, gorzko, ponuro, czasem wściekle; wzdycham do Ciebie, chciałbym w tej chwili wyjechać i proszę Boga, bym jak najprędzej wyruszył stąd. Wszystko, co mnie otacza, przybrało dla mnie barwę obmierzłą, obrzydliwą. Dusza moja zacznie chorować. Już Opinogóra wstaje z przeszłości i za gardło mnie chwyta, dusi! Już spleen, który Ty wygnałaś ze mnie, na nowo, jak zły duch, chce mnie opętać. Ten Karlsbad to piekło. — Targam się, jak człowiek skuty łańcuchy. — O Dialy, bardzo mi źle jest. Wieczorem poszedłem sobie na górę z tamtej strony Wiese, przeszedłem obok kaplicy żałobnej i czarnej, jak ta, której się ulękłaś, jadąc na ponym i wracając nieznaną Ci ścieżką ze wzgórzów za Villą Borghese do Porto del Popolo. Wstąpiłem w góry, w las — stamtąd cały Karlsbad ujrzałem u stóp moich i góry boczne, okryte borami. To mi Frejburg postawiło przed oczyma serca. Musiałem usiąść na murawie, tak mi się słabo zrobiło; usiadłem i płakać zacząłem. Zdało mi się, że słyszę Twój głos: „Nessun maggior dolore231” etc. O Ty droga, kiedyż ja się dostanę do Ciebie, kiedyż ścisnę Ci rękę, kiedyż krzyknę: „Patrz, oto wróciłem!”.

Nie, nie! Duch mój do bladych niebios nie stworzony. Krew moja zastyga mi w żyłach i marznie pod temi szaremi chmury. Bóg mnie napełnił miłością niepodległości, miłością błękitów nieskończonych, czy nieba, czy morza, czy lądów południowych. Nie, nie! Żyć tylko tam zdołam, gdzie Ty, a nie indziej. Te wszystkie postaci kobiece nienawistne mi. Olalczyły mnie dokoła. Ja kobiet nie cierpię, ja tylko anioły kochać mogę, ale matki, jak baryły, ale córki, jak śpiące, nierozwite jeszcze widma stworzeń przyszłych, nie rzeczywiste Boga stworzenia — to nie mój świat, to nie moja wiara, to nie kochanie moje. Ci wszyscy ludzie tylko w mięsie się kochają. Rzuć im poziomek kwartę na misę śmietany i postaw z daleka, niech myślą, że to twarz, wnet zakochają się, starać się będą, zamienią pierścionki, ożenią się z talerzem poziomek! I oni o piękności rozprawiać będą, oni, którzy nie domyślają się nawet, że dusza coś znaczy w kobiecie, oni co nie wiedzą, co piękność znaczy na ziemi i w niebie!

Daruj mi, Panie Boże! Ja wiem, że mnie zabijają i że do tego świata ich nigdy się nie zapiszę, dopóki będzie mi aniołem stróżem coś wyższego, niż krawiec, szewc, praczka lub modniarka. Didysz, módl się za mnie! Ty teraz bardzo nieszczęśliwa, lecz wiesz, że ja nie mniej. Serce moje mnie uwiodło, wyobrażenie powinności mnie pchnęło w tę drogę. Głupstwom zrobił, żem tu przyjechał. Nie żałuję go, bo, ile razy uczuję powinność i dopełnię jej, mam w sobie samym sąd o moim czynie, i ten sąd mój własny może zrównoważyć wszystkie przykrości, skądinąd na mnie spadające, ale, po ludzku mówiąc, głupstwom zrobił. Będzie mi to nauką niezapomnianą. Teraz tylko o to chodzi, by tę naukę jak najprędzej skrócić, bo jużem na studenta za stary. Kochaj mnie, myśl o mnie — broń się od tego Szatana, pisz do Genui!

Żebyś wiedziała, jak Cię kocham, tobyś mnie więcej jeszcze ukochała.

Twój Zyg.

Wyobraź sobie, jeszcze przy tem wszystkiem pani B.232 list rozpaczny, pełen wyrzutów do mnie pisze i wzywa mnie, bym przyjechał się z nią widzieć na Helgoland!!! Już nie wiem, gdzie głową się rozbić.

170. Do E[dwarda] Jaroszyńskiego