Znać straszniem osłabły na nerwach, bo tylko wstałem przed godziną od stolika, chciałem przejść się po pokoju, trąciłem o łóżko, padłem na nie i zasnąłem, snem wyczerpnięcia, snem boleści i widziałem Ciebie, lecz jakoby za chmurą, za mgłą, nie jasno. Teraz przebudziłem się, patrzę, wpół do 8-ej już; wróciłem do stolika. Twój obraz wyjąłem z szuflady, postawiłem przed sobą! O mój duchu biały, niech pomodlę się do Ciebie, — święta moja, błogosławię Ci! Nie wyglądasz mi srogą ani zagniewaną dzisiaj. Idziesz, jakobyś szła ku niebu dalekiemu pełna wiary, mocy, potęgi, i spozierasz na mnie z nieskończoną tkliwością, mgieł nawet mniej, niż zwykle, na płótnie tym, góry lepiej widać, i niebo jaśniejsze! Włosy Twoje czarniejszemi, twarz iskrą życia bardziej, niż zwykle, natchniona. Wierz mi, Dialy, ja sobie nie tworzę, nie wyobrażam dowolnie wszystkich tych szczegółów, ilekroć opisuję Ci Twój obraz, ale wiernie opowiadam wrażenie, w tej chwili doznane. O, Ty piękna, piękna jesteś! Bóg Cię pięknie pomyślał! Znów mnie osłabienie chwyta; jutro listu dokończę; siły moje niszczeją w miarę, jak się rozdział przedłuża. Nie, nie, ja dobrze się nie czuję. Oto przyszły mi te wiersze Petrarki na pamięć, nagle, w tej chwili:
O serce moje! Wszak siła jest w tobie,
Z ziemią, z wszechświatem, z Bogiem samym styczna!
Siła przed grobem, w trumnie i po grobie,
Niepokonalna, żywa, magnetyczna!
I czas i przestrzeń daremnym rozdziałem,
Od drugiej duszy oddzierają ciebie!
Wszak ty w mych piersiach kwieciem wiecznotrwałem...
Zwiędłe w twym raju, odkwitniesz w twem niebie!
Lecz między rajem a niebem żywota