Snuje się droga, gdzie gęsto — bezmiernie,
By krew pić twoją, bolu rosną ciernie!
O krew tę nie dbać, to anielska cnota!
I przez tę cnotę w końcu moc twa zmienia
Ziemię rozdziału w niebo połączenia!
Czy przez sen przyszły mi na pamięć, że tak doskonale mogłem je napisać, nie czytawszy ich już od tak dawna? Ale słabo mi, słabo, przestać muszę, do jutra, o Dialy moja! A dziś ostatnie słowo moje niech będzie: błogosławię Tobie!
25-go grudnia. I wczoraj i dziś poczta mi nic nie przyniosła, złą noc przegorączkowałem, oczy bardzo mnie bolą. Dziwna rzecz: na Boże Narodzenie sześć stopni ciepła. Dotąd futra nie wdziałem, chodzę w surducie lub w burce. W Rzymie, gdy pochmurny czas, to nie cieplej o tej porze, tylko, że w Rzymie i Nicei słońce świeci, a tu chmury płaczą. K[sią]że Henryk Lubomirski376 miał przypadek: upadł, stłukł sobie mocno kolano i musi na kulach chodzić, ale chodzi tak po wszystkich salonach i dobrej myśli jest. Niechże Jerzy mi adres swój przyśle — pisać do niego nie mogę inaczej! Gr. jeszcze nie przybył, podobno dopiero po Nowym Roku się zjawi i ptaszek z nim — a leć, a leć!
Czy bywasz czasem na jakich kursach, Quineta na przykład lub Micheleta? Tego ostatniego wyszedł szósty tom historii francuskiej, przeczytaj, Dialy! Bouchera czytam. Pełno trafnych inspiracyj i uwag, lecz przy tem i niedołężnych bałamuctw, grubych pomyłek, materialnych nazbyt wyobrażeń. Wszystko, co on mówi o światach i istotach żywych, dobrem, trafnem jest, ale Boga nie pojmuje. Nie wie, że Bóg zarazem i osobą i wszystkiem, początkiem i końcem, że my wszyscy w Nim, a zarazem zewnątrz Jego. Nie wie, że wszystkie sprzeczności pogodzone w Bogu, rozumuje o Nim jakby o silnym i genialnym człowieku. Powiada, że materia oddzielna od Boga i niestworzona nigdy, a Bóg tylko jej organizatorem; w tym myłka. Materia i myśl to są obie tylko ducha bożego cząstki rozczłonia, narzędzia, ani jednej, ani drugiej osobno nie ma, wszędzie są razem, bo wszędzie jest duch! Powiada, że stworzenia są także niestworzone (incréés), że Bóg tylko je przebudził i pchnął do rozwinięcia się. W tym to prawdą, że wszystkie wyszły, wypadły z Boga, jak krople, ale długo jeszcze potem nie wiedziały o sobie, więc jako byt początku nie mają, ale jako osoby wiedzące i wolne mają początek. I o to właśnie chodzi, by, wypadłszy z Boga pod kształtem snu, wróciły do Niego wolne i wiedzące o sobie na wieki! Na to im nieskończoność przejść i przepracować trzeba. — Jeśli czytać będziesz to dzieło, to nigdy z uwagi nie spuszczaj tych uwag moich, bo inaczej byś wpadła w dziwaczny sposób zapatrywania się na Boga, bez którego nic nie ma, w którym wszystko jest, i który miłością do niestworzonych stworzył wszystkich, a miłością do stworzonych prowadzi wszystko.
Niech On Cię otacza i strzeże, niech Jego anieli będą wkoło Ciebie. Stopy Twoje oblewam łzami. Strach, jak mi słabo i nędznie, ale kocham, i to siłą moją. Do obaczenia, do obaczenia, do obaczenia, do obaczenia. —
Twój teraz i na wieki