223. Do Delfiny Potockiej
4-go stycznia — 1844, Warsz[awa]
Drogi, drogi Consuelo mój! Wczoraj ledwom mój był posłał na pocztę, Twój list przybył, i serce mi napełnił błogosławieństwem. Jakżeż Ci podziękować, żeś raczyła okiem rzucić na te biedne kwiateczki, na tę biedną, przejrzystą, podłużną karteczkę, na której niezgrabnie napisałem był przed trzema tygodniami moje imię. Jakżeż Cię w ręce i stopy pocałować za to, żeś napisała taki pełen światła i ciepła list do mnie i nim mi serce ogrzała tak dalece, że to serce zbolałe od dwóch dni nagle przestało cierpieć po przeczytaniu Twoich słodkich i dobrych wyrazów. Jeszcze gdym zdzierał pieczątkę, czułem w głębi jego sztylety elektryczne, ale, gdym duszą wypił duszę Twoją z tego listu, ucichło płaczące dziecko piersi moich, ukołysało się pod tchnieniem Twojem, Consuelo. Zdało mi się na chwilę, żem silny, wielki, bo na chwilę byłem szczęśliwy anielską dobrocią Twoją! Mógłbym Jerzego w rękę pocałować za to, że mi taką chwilę sprawił, taką pociechę przyniósł. Łączę tu do niego bilecik, bo dotąd jego adresu tu nie mam. August także swego nie przysyła, a chciałbym mu podziękować za przewiezienie łabędzi. Bouchera de Perthes wciąż czytam, już piątego tomu dochodzę. Pełno prawdziwych, ale nieharmonijnie pojętych rzeczy, nie może, choć się często doławia, trafić na pojęcie ducha — i to go bałamuci, ale wszystko, co mówi o następnych kształtów przemianie, o rośnięciu osobistości każdej w świat i w Boga, o niepodobieństwie śmierci, o jej pozornych złudzeniach, o ciągłej nieśmiertelności, utrzymującej się właśnie temi pozorami, arcypięknem i arcyprostem jest, choć dziwacznem wydać się może tym, co nie nawykli do myślenia własną, jedno cudzą myślą. Pojmuje on także, że mogą gdzieś, kiedyś, zdarzyć się istoty, lub że są już takie po innych światach, które nie potrzebują śmierci, odpoczynku, bezwiedzy, bezwoli, letargu chwilowego, słowem jednem śmierci, dla przemienienia się w kształt swój dalszy, że wolą własną i wiedzą własną, z boskiemi zrządzeniami zgodną, mogą, wciąż żyjąc, zmartwychwstawać bez skonania, iść dalej bez siadania na drożnym kamieniu, który się grobem nazywa, a to właśnie, co ja stanem anielskim nazywam po rozwiązaniu losów naszych człowieczych w dniu sądu Chrystusa, przemieniać się, nie umierając, przeprowadzać się z jednego stanu w następny, nie tracąc przytomności, wiedzy, woli, to właśnie jest Żywot Wieczny! Będziem my kiedyś o nim mówili z sobą, na jego skrzydłach niesieni!
Tam, gdzie wzrok mój dzisiaj kona,
Śród iskierek twych bez końca,
Wyżej planet, wyżej słońca
I Syriusza i Oriona,
Tam my będziem!
12-ta w nocy. Z rana mi ten list przerwano. Potem musiałem wyjść, by widzieć się z Ptaszkonośnym, który jutro wyjeżdża. Nie zastałem go, wróciłem do domu. Ledwom był wrócił, on przyjechał. Gdy mnie go anonsowano, zacząłem trząść się cały, gdy wszedł, małom mu na szyję nie skoczył, co mogę uprzejmego nagromadzić w oczach i na twarzy, tym go przywitałem. Miły jest i grzeczny człowiek. Usiadł i zaraz zaczął mówić o Twoich interesach i konferencji, już w tym względzie z Jerzym odbytej. Z godzinę rozmawialiśmy. Wszystko, co on mówił, muszę Ci wypisać, bo o to mnie prosił, a potem ważne to jest i jednego prawie z nim jestem zdania, gdyż on prawdę mówi.
O moja droga, droga Dialy! Najdroższa istoto w życiu mojem! Ty, której tyle bolu przyniosłem i której radzić jeszcze muszę, by nie poszukiwała krzywdy własnej na niegodziwych, Ty Consuelo mój, Ty aniele mój, wszak Ty wierzysz, że tylko, co za prawdę mam świętą, co za dobro Twoje uważam, Tobie mówię. Wszak nie wątpisz o mnie, wszak nie zwątpisz o mnie tak, jak wielu zwątpili? Smutnem mi było o tem się dowiedzieć, a dowiedziałem się. Wiesz, kto zupełnie zwątpił o mnie i już za nic mnie nie ma? Oto ten sam, który przeszłej zimy tak pięknie o mnie gadał, choć karcił i zarzucał, że nie lubię Żydów. Otóż z Drezna list rozpaczy pełen napisałem do niego; list ten zgubił mnie w jego opinii! Taka to niesprawiedliwość sądów ludzkich! Ale jest wyższy sędzia nad ludzkie rozumy bez serca. U Boga jest serce, takie wielkie, jak świat. I On kocha tych, których sądzi, a ludzie zwykle sądzą tych nawet, których kochają. Oh, i Tyś wiele razy zwątpiewała o mnie, ale nigdy ostatecznie! Proszę Cię, nie wątp, proszę Cię, a gdy Ty nie zwątpisz, mało dbam o drugich zwątpienie. Ręce i stopy Ci całuję. Do obaczenia, Dialy, do obaczenia. August mi pisze, żeś tych ostatnich dni trochę lepiej na zdrowiu. Bogu dzięki, dzięki! Oto lecę do Ptaszkonośnego. Niech Cię Bóg strzeże, i natchnie mądrością Duch święty. —