Twój ojciec przybył z Surowa nazad, był chory na nogę. Dwa dni nie wychodził, — ale to nic nie było — dolor artriticus ambiens et volalilis396, który znikł. Dziś jest tu na obiedzie — więc widzisz, że zdrów.
Twój na zawsze Z.
232. Do Delfiny Potockiej
12 marca 1844, Warszawa
Mój Consuelo! Trzeci to już dzień bez słówka od Ciebie! Czy znowu grypa Cię ogarnęła po tej przejażdżce po Bulońskim lesie? Czy też dzielę los wspólny donosicielom złych nowin, do których niechętnie odpisują ludzie? Nic na pewno nie wiem i darmo suszę głowę, a serce drę rozmaitemi przypuszczeniami, to jedno wiem, że mi smutno piekielnie.
Wczoraj nową edycję, prześliczną, Marii Malczewskiego przepatrywałem i odczytałem najsmętniejsze tego arcydzieła smutku wiersze. Nikt nic podobnego ni wprzód, ni później, ni nigdy nie napisze już po polsku, i sam Byron tak nie umiał pisać, bo nigdy do rozpaczy olbrzymiej nie domieszał tej słowiańskiej, anielskiej tkliwości, jaka tam wszędzie łzami wonnymi, a zatrutymi przebija i świeci. Płakałem, czytając, bo dopiero teraz ocenić mogę całą duszę Malczewskiego, tę duszę wędrowną po Włoszech i Montblanie, tę duszę czynną, a ściganą losem, jak Konstantego duch, tylko że Konstanty nie wyśpiewał, jak łabędź, bolu swego przed śmiercią, — duszę tę wreszcie kochającą namiętnie, ale i czysto, święcie z dziecinną czułością i tytańską mocą, jak dusza moja. Co tam półcieni przywiązania, co tam drobnostek wysmukłe ładnych miłości, a ileż łez, tęsknic, gorzkiego cierpienia, jaki do świata żal, jaka wrogiem dusz kochających! Wiersz, choć wzgarda melancholijna nad tym wiecznym nie kształtowany, choć często dziki, szorstki, niepoprawny, jednakże piękniejszy, niż wszystkie inne innych wszystkich, bo po przeczytaniu zostaje w duszy nie jako wiersz, nie jako słowa, ale jako muzyka i domaga się nazad siebie samego, zmusza cię, byś wróciła do książki i znów otworzyła ją i znów czytała, a płacząc. Nic muzyczniejszego w języku ludzkim nie znam; mówię tu o dźwięku zmysłowym, mówię o duchu muzyki, duchem zaś muzyki jest: wyrażać to, czego słowa nie potrafią — czucie! Czucie najskrytsze, najnamiętniejsze, najuroczystsze, które leży w siódmej głębi serca. Otóż wiersz Malczewskiego jest takim duchem śpiewającym; zdarza się, że nie zrozumiesz nawet jasno wyrazów, a jednak zostaje po nich czarująca tęsknota. Czujesz je, jakbyś śpiew ponury, śpiew głęboki usłyszała była na fortepianie i nie mogła się ukoić, uspokoić przed usłyszeniem go znowu. O, proszę Cię, odczytaj to poema, które niegdyś czytaliśmy razem!
Co to za wiersz np.:
A gdy się troski do duszy wkradną,
Hucząc w niej chmury czarnemi;
A gdy nieszczęścia na kogo spadną